Niemal natychmiast po opublikowaniu noty czytane w poziomie, wycieczki po streszczeniu pieśni Julka Rosińskiego opartej (pisałem) na 1/4 zawartości tomu, wierszach dostępnych tu i tam w sieci, dostałem e‑dar całości z komentarzem „pozostałe 3/4”; akt hojny i/lub nieco złośliwy (do dziś nie wiem). Dla porządku wspomnę, że podobne akty zdarzały się (choć rzadko) także w przeszłości: z reguły owocowały blogonotą, jeśli nie dwiema, co kto‐chce może potraktować jako ukrytą wskazówkę.
Wstępne zadania zostały już sformułowane, po pierwsze, czy hipotezo‐metafora:
Jego [Rosińskiego] wiersze to mobile, szkieletowate rzeźby poruszające się pod wpływem ruchu powietrza; tu: idzie o rorschachowaty ruch skojarzeń.
...potwierdza się na materiale całości tomu, oraz, po drugie:
Czy dotykają, rezonują, afektują, czy też to tylko „ładne gesty xD” (że zacytuję autora z rozmowy z Jakubem Skurtysem)?
Ostrzegam jednak: tekst poniżej zawiera #uwaga‐spoilery.
mobil
Tak, mało jest tu wierszy (jeśli w ogóle), które nie wykazują budowy segmentowej [składowych mobila]; cząstki są przez autora semiotycznie domykane, technikę tę można nazwać „kapsulizacją” [encapsulation; skojarzenie z „hermetyzacją” (inform.) uprawnione]. W innej terminologii można nazwać te segmenty odrębnymi „drogami ujścia”. Wiszą obok siebie i zależnie od indywidualnych obrotów (pod wpływem „ruchu skojarzeń”) wchodzą w różnorodne konstelacje znaczeń. To metoda, nie przypadek.
Analizę podobną do tej z czytanego w poziomie (tam – wiersza a nasze zamki zdobywali głodem, o tyle niepełną, że dot. kawałka zamykającego książkę, mającego w jukach dodatkowe zadanie) czytelniczka mogłaby przeprowadzić na każdym praktycznie wierszu z tomu.
Bardziej systematyczne zwiedzanie streszczenia pieśni przynieść może (jako side effect) zestawienie kilku proto‐katalożków. Na przykład:
języki
Trzy są dominujące. Język symbolicznego imaginarium nowotestamentowego (nazwę go brutalnie: bękart katechezy). Piłkonożność, i tu uwaga: w wywiadach autor podkreśla, że było tego wiecej, ale ciachnięto. Przerażające! bo po owej redukcji zostało tak dużo, że strach pomyśleć, ile było przed! Jakaś piłko‐feeria! (Brrr.)
Wreszcie – język szkolnych repetycji z kultury/literatury/filozofii. (To wyróżnienie jednak nieco niesprawiedliwe, bo oparte w sporej części nie na tekście, a na informacji biograficznej).
Na przeciwległym biegunie formalnym jest
konkret
Tu potrzebny komentarz. Mnie konkret b. interesuje (zawsze). Ale nie dlatego, że szukam na siłę referencjalności w wierszach. Ciekawi mnie przekształcenie, droga od konkretu do pomieszczonego w wierszu obrazu. Weźmy taki przykład:
czternastu ludzi wielkiej maści pędzi dobić czarnego konia ostatnich sondaży (tym, do których się spóźniamy)
Konkret objawia się w doniesieniach z października 2019: „Według sondażu Ipsos PiS wygrało w czternastu województwach, natomiast KO w dwóch”. I popatrzcie, co z tego zrobił autor! Statyczne przeszło w dynamiczne (i to spersonifikowane); brutalny [zob. też niżej w umyskach] film akcji. (Do „wielkiej maści” jeszcze wrócimy.)
Albo:
mężczyzna 1 przesuwa po mężczyźnie 2 oddech, tak jak przesuwa się mebel w celu wyciągnięcia zabawki (wielki piątek. 10.04.2020)
Adres w tytule odsyła do (poniekąd pamiętnego) przedświątecznego dnia, naznaczonego pandemią. Wszystko było zamknięte. Ale to wtedy właśnie Kaczyński prawem kaduka jako jedyny wpuścił się na cmentarz (kolejny gest nekromanty). Mało tego: „Bez masek, bez rękawiczek, bez zachowania odpowiedniej odległości, łamiąc zakaz zgromadzeń publicznych, Jarosław Kaczyński i jego „świta” poszli dużą grupą na obchody smoleńskiej katastrofy”.
„Oddech” jako alegoria pandemicznego zagrożenia. A obraz w wierszu Rosińskiego wali czytelnika kijem w pięty. Żywi się konkretem, ale działa daleko od dosłowności.
Czy wreszcie:
[...] ja przez okno oglądam dzieci skitrane na tyłach katedry, jak spożywają przemycone pod językiem hostie. (budowałem Babilon z zestawu Lego City)
Tu mamy listopad 2019: „Podczas komunii chłopiec wyjął hostię z ust, bo [jakoby] rozbolał go ząb” – donosiła prasa. Ciąg dalszy: przetrzymany siłą przez klechów, wezwano policję itd.; news na ładnych kilka dni. Babilon pychy.
tropy/motywy – rzeczownik
Czyli alegoria (wzgl. metafora). Katalożek takich ujęć byłby pękaty.
- zmarszczki – biografia, doświadczenie
- plecy – rodzina, więzy (zabawne, bo jakby wychodzi z kolokwializmu „mieć plecy”)
- siność – ciężar losu
- wiosło, kamień – dualizm falowo‐korpuskularny na oznaczenie trajektorii uczucia
- kopanie (kamienia, płatków śniegu) – odpiłkarska alegoria sprawczości, pragnienia wpływu‐na
- szczyt, warstwy, gruz (rodzaje „sedymentacji”) – kolaps jako obraz pobytu-[przebytu]-w-doczesności
- trzy dni – żałoba
- i in.
Na każde z wymienionych mam cytaty z co najmniej dwóch wierszy, ale (pomyślałem) – może ciekawiej będzie zostawić nie dokonane uźródłowienie jako zaproszenie do ew. czytelniczej zabawy.
Odrębną kategorią, na pograniczu sub‐języka, jest pies; wbrew doniesieniom krytyków, w tym „psim‐końskim interesie” [Transatlantyk] nie dominuje koń. Pies – ukonkretnienie pozycji narrującej^. Podległej.
tropy/motywy – czasownik
Czyli solaryzacja, częściowe odwrócenie kulturowo ustalonego porządku.
- „działki na Siekierkach skaczą przez kałużę” (który wstał, przeciąga się)
- „pod powierzchnią kroku idzie nawrócony / Atlas” (ten sam wiersz)
- „nie jesteśmy nawet połową Norwega / balansującego na smyczy w centrum jego własnego psa” (ile Norwegów?)
...generalnie:
- „bo konia buduje się od boksu” (budowałem Babilon z zestawu Lego City)
No i inne, bardziej kamuflowane.
tropy/motywy – umysk
(„Umysk” = [def.] „3. zjawisko ześlizgiwania się umysłu z rzeczywistości albo poszczególnych elementów rzeczywistości z siebie nawzajem”; zob. słownik.)
- „w tle chata rybacka / wypuszcza port” – podwójnie pokrętne
- „czternastu ludzi wielkiej maści” – frazeologizm „wszelka maść” [= umaszczenie] przechodzi w zaprzeczenie różnorodności: „wielka maść” jakże trafnie oddaje profil ideololo elektoratu PiS‑u
- „gdy Sosnowski pisze: brutalny karzeł przechodzi przez / niebo” – tu głowy nie dam, ale Sosnowski bodaj napisał brunatny, nie brutalny
- znowu: jest tego więcej, subtelniej poskrywanego
tropy/motywy – deklaracje ‘ekstatyczności’
Choćby taki fragment:
[...] czy wiesz, jak śpiewa się w kopytach? jaka to satysfakcja krzyczeć najgłośniej, wyczerpać możliwości, w końcu drążyć plażę, wyjść? (tym, do których się spóźniamy)
Jest tego parę, cześciowo poukrywane w kursywach. Powiem wprost: właśnie „deklaracje” czegoś, nie samo to coś. Nie przekonują mnie. Wykrzykniki (czy jakże ostatnio nadużywane gierki w powtórzenia) są trudne.
wrażenia?
Powyższe katalożki są, owszem, przyczynkarskie. Niemniej ilustrują (mam nadzieję) rodzaj językowej roboty autora, jest to robota dobra i sprawna, zwraca uwagę i wciąga.
Dzieje się tak (dla mnie) mimo pola semantycznego zadanego przez dwa (wyż.wym.) języki, odnoszące się do materii (dla mnie) odstręczającej, a co namniej istotowo obcej. (Wspólnotowa) religijność, (wspólnotowa) piłkonożność – dwa wielkie akumulatory kapitału, stojące na [początkowej] atrakcyjności równościowo‐opiekuńczych [haha] mitów czy – dopowiedzmy – względnie równościowych praktyk społecznego zwierzęcia w fazie wzrostu. Życzę obu tym językom wymarcia, a ludzkości – dekolonializacji obszarów, które zagarnęły.
Gdy idzie o „wrażenie gatunkowe”, streszczenie pieśni przywołuje na myśl studencką etiudę filmową: formę krótką, która ma naraz i potwierdzić odebraną/właśnie‐kończoną edukację, i jej zaprzeczyć, „wyjść poza”. Etiudy f. bywają nagminnie przesymbolizowane, atrakcyjne (tylko w intencji albo i de facto) scenki mają się nanizać na calościową impresjo‐interpretację wg kopiasto dosypywanych „sygnałów istnienia tajemnicy” [Tajemnicy Bytu wzgl. tajemniczki bytu]. I trochę tak właśnie jest ze streszczeniem.
Z drugiej strony, tom zdaje się być jednocześnie rodzajem dziennika (skondensowanego post factum); być może rządzi nim ukryta chronologia, dot. krętej wycieczki w czasie po kolejnych mobilach albo wzdłuż – niekoniecznie linearnego – następstwa zdarzeń (powiedzmy: kluczowych, „formacyjnych”).
Gdy się weżmie współbieżnie obydwie „przynależności gatunkowe”, jaśniejsze wydają się słowa Rafała Wawrzyńczyka o potencjalnym „wyrośnięciu dział” w hipotetycznej przyszłości, by dopełniły (już obecne, atrakcyjne) „kule i wybuchy”, by je (przepraszam) „stematyzowały”.
A zatem – nawiązując do zadania #2 z poczatku blogonoty – ani dotyka (obce materie), ani afektuje; owszem: rezonuje (na poziomie językowej molekuły‐segmentu). Z drugiej strony – znajduję w streszczeniu coś więcej niż tylko „ładne gesty xD”.
no comments
comments feed for this article
Trackback link: https://nameste.litglog.org/2022/06/zwiedzanie-streszczenia/trackback/