bajki
W Muzeum Powstania Warszawskiego można posłuchać bajek dla dzieci.
bajka o brzydkiej dziewczynce, której wszyscy dokuczali i nie lubiła jej nawet rodzina, ale poszła do Powstania, walczyła dzielnie i zginęła
bajka o tym, że smok – czołg zabijał same ładne dziewczyny, aż pewien dzielny chłopiec zorientował się, że tu trzeba rycerza i zabił złego czołga
za: Keff
postczłowiek to współczesna baśń o wyzwoleniu ducha
Dopóki postczłowiek nie zyska zdolności bezpośredniego („z mózgu na ekran”) generowania dynamicznych obrazów („filmów”), dopóty pozostanie pre-postczłowiekiem, uwikłanym w ciało i język. Który jest cielesny.
Wyrażanie emocji stoi na onomatopei. Jaka smaczna papryka, chrup-chrup. (Przestrzenie między fiu-fiu a fap fap.) Bueeee (ciało rzyga), och (ciału brak tlenu). A język: ileż w nim mięsa, cielesności. Stać na czele, ciąć po skrzydłach, korpus tekstów, lewica, wysoka stopa (btw, skąd to się wzięło? zamożnych stać było na wyższe progi i stąd także wysokie progi? czy chodzi może o koturny?).
No i ciekaw jestem, co by było zasadą uniwersalności tego postulowanego direct dynamic image generation. A jeśli znów ciało?
Ciało jako kula u nogi postczłowieka (no i z czego zrobiony jest ten obraz?)
nieprzyzwoitość
Jest coś nieprzyzwoitego w atakowaniu czytelników taką ilością treści w tak krótkim czasie.
debiut (bardzo) założycielski
A pamiętasz, Kaziu, ten wiosenny, późnokwietniowy czy raczej wczesnomajowy poranek, kiedy Skimporowicz wypuścił Fufajkę z tekturowego pudła nottobesoldorexchanged? Chudzina nie ważył wtedy więcej niż 15 kilo. Skóra, kości, szare kudły i oczy z żółtawym płomykiem. [...] Na wyzwoliny patrzyłem z wysokości starego buka. Fufajka wyskoczył z pudła jak wyrzucony sprężyną. Wytarzał się w trawie raz i drugi i zniknął w norze między korzeniami buka, na którym siedziałem. Apollo Orwicz palił, jednego po drugim, żółtawe egipskie papierosy, Skimporowicz trzymał za uzdeczkę przerażonego gniadosza z majątku.
Parę stron później:
Pod koniec karnawału, jak wiesz, Fufajka jeździł do Paryża i Genewy z modelem i rysunkami, nawet długo zabawił. Szum był wielki, gęba Fufajki na okładkach magazynów, w Zuricherze artykuł na cztery szpalty z reklamą „Radionsampierze”.
To fragmenty z Kamiennych pszczół Piotra Wojciechowskiego (1967). Planuję cykl blogonot o książkach Wojciechowskiego, chyba że wystarczy niniejsze wytrombienie tematu.
„trombić” – def.
Trombić (termin ukuty [chyba] na blip ttdkn) oznacza aktywnie wykorzystywać tumblr.com, zwłaszcza w kontekście wcześniejszego / równoległego prowadzenia bloga.
Przykład dał inżynier Mruwnica, prowadzący z dawien dawna (średnio aktywnego) bloga, ale – ostatnio – intensywnie trombiący.
Ja tu tylko udaję, że trombię.
dobrze określony światopogląd
Michał Sutowski z „Krytyki Politycznej” (bio, ctrl-F) się określa w kolejnym tekście krzyżówkowym:
Jako przekonanemu agnostykowi trudno mi zaakceptować interpretację redaktora Hołowni („tu się wkradło działanie szatańskie”).
[podkr. moje – n.]
Zaczęło się bodaj od Sokratesa, miał on jednak, że tak powiem, szerszy zakres.
Btw, tekst Sutowskiego (poza tym) bardzo rozsądny.
ujęcie klasyczne
Odtrombienie inżyniera Mruwnicy w sprawie ciała przypomniało mi postczłowieka w wersji klasyczno-chrześcijańskiej. (Po człowieku nastanie ciało-w-raju-zmartwychwstałe pozostające, oczywiście, w jedności z duszą.) Teologowie mieli z tym mnóstwo problemów.
Giorgio Agamben w Nagości relacjonuje:
Niektórzy teologowie, zgorszeni myślą o tym, że w Raju mogłoby być coś do wąchania, smakowania lub dotykania, wykluczają z rajskiego stanu pewne zmysły. Tomasz, a wraz z nim większość Ojców Kościoła, jest temu wykluczeniu przeciwny. Zmysł powonienia będzie błogosławionym potrzebny: „Kościół śpiewa, że ciała świętych będą wydawać najwspanialszy zapach”. Zapach ciała chwalebnego będzie w swym wzniosłym stanie pozbawiony wszelkiej materialnej wilgoci, jak zapachy powstałe wskutek destylacji (sicut odor fumalis evaporationis). Wolny od wszelkiej wilgoci nos zbawionych uchwyci jego najdelikatniejsze odcienie. Także i smak ma spełniać swoje zadanie mimo braku pokarmów, może „na skutek działających na język jakichś znajdujących się w organizmie przyjemnych cieczy”. Zaś dotyk pozwoli wyczuć w ciałach szczególne zalety, wydające się zapowiadać owe niematerialne właściwości obrazów, które nowocześni historycy sztuki nazwą „walorami dotykowymi”. [...]
Co się tyczy cieczy, rozwiązanie podane przez Tomasza wskazuje, że już wtedy Kościół starał się pogodzić wymogi religii z wymogami nauki. Niektóre ciecze, jak mocz, śluz i pot, nie mają nic wspólnego z doskonałością osoby, ponieważ są pozostałościami wydalanymi przez naturę in via corruptionis, dlatego nie zostaną wskrzeszone. Niektóre służą wyłącznie zachowaniu rodzaju ludzkiego w innym indywiduum poprzez rozrodczość (sperma) i pożywienie (mleko); dla nich także nie przewiduje się wskrzeszenia.
Pozostałe ciecze dobrze znane średniowiecznej medycynie – przede wszystkim cztery stanowiące o temperamencie ciała, a więc krew, żółć czarna, czyli melancholia, żółć żółta i flegma [...] odrodzą się w ciele chwalebnym, ponieważ są potrzebne naturalnej doskonałości i od niej nierozłączne.
trombstrzyk
Czemuś, Secie, pozwolił, by wydano
Bianki Rolando Białą książkę?
No, czemu?
Tromba trzecia (o nieprzyzwoitości) wydaje mi się teraz, nagle choć znowu, najistotniejszym wypowiedzianym tu zdaniem. Można zastąpić „krótki czas” „znikomą przestrzenią”. Odtrombiam się.
Recent Comments