w oko

You are currently browsing the archive for the w oko category.

Umarł Nowosielski, człowiek z pogranicza, na które rzadko się (na co dzień) zapuszczamy. Przede wszystkim (dla mnie) malarz, zupełnie niesłychany.
Jerzy Nowosielski
Potem – człowiek zanurzony w obce i dziwne (znowu: dla mnie) uniwersum znaczeń i emocji, prowadzący własną, prywatną uprawę religijnego pola, pomieszczonego w głębokiej tradycji prawosławia. Świata rozpiętego między fatalizmem a rozpaczą, najbardziej mrocznej ze znanych mi (no tak, z boku) religii.

Muzyka z tego kręgu łapie (nieodmiennie) za gardło, architektura porusza, a malarstwo – wydawało się martwe. Ale tacy jak Nowosielski (nie on jeden przecież, jednak tutaj, w Polsce – firma osobna) sprawili, że stało się bardziej dzisiejsze niż muzyka.

Siła skrótu. Gorejąca głowa, niepojęty (kwadratowy, niebieski, inne słońce) przedmiot wiary, przepaść między „prorokiem” a słuchaczami... których właściwie nie ma, których nieobecność jest (albo nie jest: pole do rozważenia) nieistotna.
Jerzy Nowosielski, Prorok na skale 4
Coś tam przecież stoi, sygnalizowane plastycznym ledwo-znakiem. Ołtarz? (Bez wiernych i kapłanów? Hm.)

W przypomnianym przez Wyborczą wywiadzie sprzed ponad 10 lat wypowiada się szorstko, z pozycji (już wtedy) Starca, Który Wie Swoje. Nie ma sensu z nim polemizować (nie tylko dlatego, że było to dawno, a potem, dwa dni temu, umarł). A jednak staje się, podobnie jak w swoim malarstwie i (znowu: j.w.) z powodu tego malarstwa, wyzwaniem do ćwiczenia, takiego ćwiczenia z inte-emo-wyobraźni.

Mówi o Baconie:

Nie, to już jest poziom infernalny. Myślę, że on nie pozostawia żadnej możliwości reinterpretacji w kierunku jakiejś nadziei, jakiegoś dobra. No, ale taka jest prawda i on tę prawdę namalował. Myślałem, że tego się nie da w ogóle namalować, a on to zrobił.

Mówi o sobie:

Jestem szalenie tradycjonalistycznym artystą, proszę pana, maluję ikony i żaden ze mnie awangardzista.

Bo z czego artysta ma się dzisiaj wyzwalać, proszę pana. Im bardziej się wyzwala, tym bardziej jest niewolny. Wyzwalać można się w sytuacji, kiedy człowiek jest absolutnie zniewolony. Kiedy jednak odrzuci wszelkie bariery ograniczające jego świadomość, to już nie ma się z czego wyzwalać.

No i tak to.


DOPISANE 24 lutego Żeby nie było wyłącznie mrocznie (+ dopisek w tytule):
Jerzy Nowosielski, 1973
Jerzy Nowosielski, Tajemnica narzeczonych, 1997
Jerzy Nowosielski, Akt we wnętrzu, 1998

3 razy uznano, że da się to czytać

Maya Bloch
Maya Bloch
(tutaj jeszcze dwa, znakomite)

Pasjami lubię taniec (ale: oglądać). Niech się tylko zdarzy jakiś kolejny amerykański film a la Fame (jest ich sporo, to taki malowniczy wariant self-made man), ostatnio z obowiązkowym miksem czegoś-tam z street dance. Albo niech się trafi balet w Mezzo. To niesłychane, jak ludzie potrafią się poruszać.

Z wszystkich rodzajów tańca (z dokładnością do folku: tu sprawa jest złożona) właściwie nie lubię (ba, nienawidzę) tylko hm, wyczynowego tańca towarzyskiego. Pajac w smokingu albo fraku, jego kuso & plastikowo ubrana klacz, wysilone uśmiechy, ruchy sprawne jak u maszyny, ale sztuczne i kanciaste, grrr & brrr. Paskudzę także w mleko tych wszystkich „Tańców z gwiazdami”, niezależnie od kraju produkcji (ten format został dość chyba powszechnie rozkupiony).

Przypadkiem obejrzałem półtora odcinka niby podobnego w formule programu So you think you can dance? – głosująca publiczność, kolejni odpadają itd. Ale udział w nim biorą utalentowani amatorzy, marzący o karierze profis, i – nie mówię, że to żelazna reguła – można się nadziać na robotę wybitnych choreografów. Jedna z nich, Mia Michaels, wzięła kurduplapannę [IRL: mężatka] o kształtach niezbyt zbliżonych do jakiegoś tam ideału, znalazła fajną muzykę (Koop + Ane Brun), i voila – oto efekt. Jakże odmienny od sformalizowanego i przeraźliwie nudnego tańca towarzyskiego.
 


 

A tu pełna wersja Koop Island Blues, w dobrej jakości i bez odgłosów z widowni:

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Egon Schiele, Self Portrait, 1912

1 osoba uznała, że da się to czytać

Koleta

Madame d'Ora - Colette
Madame d’Ora, Colette (1953)

« Older entries