katoland

You are currently browsing the archive for the katoland category.

Poprzednia nota składa się właściwie wyłącznie z cytatów.

Powstały stąd niejakie wątpliwości co do przesłania (noty) – spotkałem się z opinią, że nie powinno się mieć biskupowi za złe swobodnej wymiany proboszczów, a najwyraźniej mam, więc CO MI CHODZI. Może też dlatego mało kto komentował; inna możliwość jest taka, że blogo-cytato-nota jest – w swym wydźwięku – oczywista, więc nie ma po co. Osoby, które tak sądzą, mogą przerwać lekturę w tym miejscu.

Padło jednak explicite wezwanie, abym podał wprost swoją egzegezę tej cytatologii. Proszę bardzo. (Uwaga: będę się odwoływać do ponumerowanych kawałków gzegzowanego tekstu tak: [1], może warto sobie otworzyć tamtą notkę w sąsiednim oknie/tabie.)

O co chodzi?

O kilka kwestii naraz. Po pierwsze, o hagiografię tworzoną „na gorąco” przez „Gazetę Wyborczą” (no, przecież nie tylko). O jej uroczy styl, nietwórczo wykorzystujący memotekę hagiografii papieskiej (wariant JP2) i (pomniejszej) tischnerowskiej.

Po drugie, o absurdalne rezultaty ideolo-wojen, tu widoczne jak na dłoni na przykładzie podgryzającej notatki z „Rzepy” [8].

Po trzecie, o to, że wszystko to razem jest – gdy się już odda należną śmierci bojaźń i odp. drżenie – bardzo zabawne. Tyle osób tak pracowicie produkuje te memo-wzmacniacze i memo-anihilatory, tyle energii poniekąd roztrwonionej.

Ale też, po czwarte, to wcale nie jest zabawne. Dziś dotarło do mnie, że uroczystości pogrzebowe i zbliżone, dotyczące zmarłego arcybiskupa, potrwają łącznie ponad tydzień, z udziałem głowy państwa, z nieustającymi trąbkami w mediach itp. Byłażby to postać rzeczywiście aż takiego formatu czy też mamy jakąś niesłychaną dewaluację żałobizmu, tej od 10 miesięcy dominującej formy uprawiania polityki?

Po ostatnie, metakwestia: czyli postulat interpretowania tego słownego siana, jakie nakładają nam, bydlątkom, szafarze wszelacy. Interpretowania, nawet gdy suka D. ma nudności choćby dlatego, że – ojej – jakie to wszystko mało mięsiste.

Niezbędne wyjaśnienie

Jest takie, że mam Kościół katolicki w Polsce za instytucję stricte polityczną. Na hierarchów KK patrzę przede wszystkim jako na polityków, na drugim planie są funkcje ideologiczne i administracyjne, które spełniają. Wypowiedzi publiczne (i zachowania) tych panów to – z tego punktu widzenia – deklaracje polityczne, komunikaty-w-imieniu-sprawowanej-władzy oraz czysty tzw. PR. Cała reszta jest mniej istotna (albo: dla hobbystów).

Hagiografia

Pytanie zasadnicze (dla osób zasadniczych) brzmi: czy zmarły brał czynny udział w tworzeniu własnej hagiografii (za życia w wersji złagodzonej: swojego wyidealizowanego wizerunku). Tak. Cytaty pomieszczone w [2–7] pochodzą ze służbowych rozmów z panią Aleksandrą Klich:

Oto okruchy Jego wspomnień wynotowane na gorąco z rozmów nagranych jesienią 2009 i wiosną 2010.

No i teraz mamy już pełne prawo dostrzec celnym palcem różne zabawne i (jakby trochę) gorszące momenty.

Na przykład w [2] jest skromnym krajowcem, stroniącym od zgiełku wielkiego świata i tłoku na lotniskach. W [3] – Mediolan, [4] – Jerozolima, [5] – no, nic pewnego, może panie pastorki przyleciały z Delegacją Pań Pastorek do Polski. O wizytach w Rzymie nie ma potrzeby wspominać: to oczywiste.

Ale to w zasadzie drobiażdżek.

Znacznie ciekawsze jest to, jak wielki kawał tej hagiografii (ludzko-rozumiejący i współczujący wymiar Osoby Biskupiej) zbudowany został na relacjach z kobietami. To one entuzjastycznie (i z zastrzeżeniem wyłączności!!!) usługują hierarsze, podając smakołyki [1]. To one przezwyciężają lęk przed fundamentalistycznym giaurem (muzułmanki) i śmiało podchodzą posolidaryzować się [3]. To one milkną (no, muszą: tym razem feministki), bo zostają niesiłowo, celnym racjonalnym argumentem przekonane [4].

To nad nimi – gdy się im niebacznie zamarzy kapłańska funkcja kobiet [5] i gdy cierpią pod butem patriarchatu – użali się biskup i podzieli z nimi cierpienie, nie poczuwając się zapewne (w tem całem babińcu) do bycia częścią patriarchatu w jego najgorszej możliwej hierarchiczno-religijnej postaci. Ach, no przecież: także pani Klich dodaje własne świadectwo:

Zawsze równie uroczy, uśmiechnięty, a jednocześnie tak inteligentny i błyskotliwy. Erudyta. Mędrzec. Zwykły człowiek.

Właśnie to rozumienie (z podwariantem historycznym [6]), wyciągnięte przeze mnie na pierwszy plan, doznaje poniekąd hm, biurokratycznej porażki w historyjce z [8]. Ale i udokumentowana tutaj skwapliwość w sięganiu po dyskurs (dość bezczelnej) władzy stoi w niejakiej sprzeczności z takimi hagiograficznymi legendami (może dlatego, ze Żakowski nie jest kobietą).

Moja teza (a właściwie teza suki Dekonstrukcji) jest taka, że to czysty imydż. Nie wierzę w „rozumienie” wyłącznie deklarowane, ani tym bardziej w lukier tych obrazków. Pytanie brzmi: po co miałbym (ja czy inny memo-biorca) wierzyć? Ano po to, zapewne, by nabrać sympatii do instytucji, która wydała tak promieniujących [uwodzicielskim „ojcostwem” wobec kobiet] przedstawicieli.

Odnotowujemy solidny kawał (zbiorowego) wysiłku i idziemy dalej, na chwilę tylko zatrzymując się przy retorycznym samowyłączeniu się z my-wspólnoty [6], którą „łączy jedynie wyścig szczurów”. Ładnie to współbrzmi z wyznaniem [7].

To znaczy, dalej pójdziemy w następnej notce (bo czas).


Albo nie, dopiszę pod spodem.

Konflikt etnometodologiczny

Nie mam pojęcia, czemu (w historii z [8]) ks. Żyszkiewicz został odwołany na rzecz zrzuconego z metropolii ks. Podstawki, w trybie tajno-nagłym. A nawet – mało mnie to obchodzi. Co jest ciekawe, to ukryty patronat „Rzepowego” opisu.

W zasadzie „Rzepa”, tuba środowisk konserwatywnych, tru-chrześcijańskich, powinna po rękach całować metropolitę. No bo popatrzcie: mając w Lublinie zarządcę macierzyństwa („dyrektor Domu Samotnej Matki, przewodniczący Funduszu Obrony Życia archidiecezji lubelskiej”), porucznika od mediów („wicedyrektor archidiecezjalnego Radia eR”) i komandosa-kamikadze od nacisków psychololo („próbował – nieskutecznie – namówić 14-latkę z Lublina, by nie usuwała ciąży”), czyli wszechstronnego funkcjonariusza z doświadczeniem, pozbywa się go, zsyłając do zabitej beczkami dziury, która (domniemujemy) jest medialnie niekorzystna dla KK. Media przecież nie obwiniały za włos jeżące fakty nadmiar społecznej edukacji seksualnej, wysoki poziom respektowania praw reprodukcyjnych w Polsce, instytucje pomocy socjalnej czy inne działania, które by uchroniły przed mordowaniem noworodków oraz przed gwałtami i przemocą po rodzinach. Raczej podnoszono niedostatki w wyż.wym. kwestiach (niedostatki z cywilizacjośmierciowego punktu widzenia).

Zatem nowy, wyrazisty proboszcz z przełożeniem medialnym jest akurat bardzo dobrą figurą do odpierania ataków, inspirowanych z Brukseli.

A jednak. „Rzepa” zdaje się brać stronę parafian, żądających pozostawienia starego proboszcza, który rozumiejąco podchodził do powszechnego grzechu tradycjonalnego naszego. WTF? Czy nie rozumie ta gazeta, że posunięcie metropolity (nadal nie wiem, jakie były jego realne motywy) jest ze wszech miar politycznie korzystne?

Odpowiedzi są dwie. Pierwsza, trywialna, dotyczy nieusuwalnej w katokonserwatyzmie hipokryzji. Tej takiej „chtonicznej”. Z tego żyje kościół, że barankowie grzeszą i chodzą po rozgrzeszenie, które dostają, póki fasada święta blaskiem cnoty świeci.

Tu jednak zauważmy, że i metropolita (bardzo mocno eksponujący swoje rozumiejące przymioty, nie tylko stał obok hipokryzji. Tam gdzie chodzi o realną politykę, gesty „rozumienia” idą się... całować w pierścień.

Druga odpowiedź mówi to samo, tylko inaczej.

„Rzepa” (i szerzej: katolicka prawica) nie znosi środowisk „Wyborczej” (i szerzej) za opisaną w etnometodologii (Schütz) pozycję „światłego obywatela”, jaką nieodmiennie te (oświecone) środowiska zajmują. Żywiołem prawicy w Polsce jest figura antypodalna: „rzecznika narodu”, niechby ten naród był sobie „lawą plugawą”, to przecież nasz-ci on, ajuści. Polakom potrzebna jest „republika proboszczów” raczej (nawet z nadproboszczem Rydzykiem), niż jakieś nieszczere („kto ich tam wie”) miazmaty, co gorsza pouczające wszystkich z góry & pysznie.

Niezależnie od tego, każdy kapłan pełen jest deklaracji o „rozumieniu”. Historia z [8] zestawiona z okruchami [1–7] pokazuje jak nic to zgoła nie znaczy.

I na tym

urwę gzegzezę, bo bodaj (tak mówią niektórzy) wyważam otwarte drzwi.

12 razy uznano, że da się to czytać

Oto dzień trzeci naszego Przyjrzenia Się bolesnego. Otośmy zwiedzili słowa w ich retorycznym nadużyciu (i powiedzieliśmy Meh), otośmy zobaczyli dialog Władzy z mejnstrimowym dyskursem (i powiedzieliśmy Ho, ho).

Dziś natomiast zwiedzimy zetknięcie wartości z rzeczywistością (i co powiemy? powiemy okrągłe wielkie O, po czym – tak sądzę – pogrążymy się w milczeniu).

1

Agorowa autorka, Aleksandra Klich, wspomina ostatnią, maratońską rozmowę z biskupem.

Robiliśmy przerwy tylko na obiad, kolację. Siostra Scholastyka – przemiła, drobna starsza pani – dreptała wokół stołu, donosząc kolejne smakołyki, a na każdą moją uwagę: „Może siostrze pomóc”, reagowała fuknięciem: – Kto to widział!

2

Z notatek:

Odpoczywam najlepiej na Sandomierszczyźnie zaszyty w leśnej głuszy, u sióstr zakonnych. Spaceruję, słucham muzyki, czytam. Nie lubię egzotycznych podróży. Zawsze się dziwię, że ludziom chce się jeździć daleko i męczyć w tłoku na lotniskach w samolotach.

3

Przedwczoraj po wykładzie dla dziennikarzy w Mediolanie podeszła do mnie muzułmanka: „Bałam się, że będzie ksiądz straszył islamem. A tymczasem ksiądz mówił o zagrożeniach, które są wspólne dla całej Europy — i chrześcijan, i nas — muzułmanów. Solidaryzuję się z księdzem”.

4

Na międzynarodowym spotkaniu w Jerozolimie rzuciłem kiedyś propozycję, byśmy w przygotowywanej deklaracji wyłożyli obronę uniwersalnych wartości. Na co jedna z Amerykanek zaoponowała: „Proszę wybaczyć, ale ja nie wierzę w żadne uniwersalne wartości”. Odpowiedziałem, że to nie jest kwestia wiary, ale racjonalnej argumentacji. To ona poprosiła, żebym podał przykład jakiejś uniwersalnej zasady. Ja na to: „Natura kobieca nie jest gorsza od męskiej”.

Ona była feministką. Zamilkła.

5

Rozmawiałem kiedyś z trzema świeżo wyświęconymi paniami pastor z Anglii. Gdy zaufały mi, uznając najwyraźniej, że nie mam zamiaru ich nawracać, zwierzyły się ze swoich cierpień. Marzyły, żeby zostać kapłanami. Sądziły, że gdy otrzymają święcenia, to zmienią świat. Tymczasem weszły w środowisko zdominowane przez mężczyzn, którzy traktowali je protekcjonalnie, paternalistycznie. Teraz bardzo cierpią, noszą w sobie bunt i sprzeciw. Rozumiem ich cierpienie.

6

W latach 80. Polacy byli wspólnotą. Razem szukaliśmy wartości, które stanowiłyby o sensie życia. Wiele razy się zdarzało, że nawet ludzie w mundurach — milicja, esbecy — robili gesty świadczące o tym, że nie zgadzają się z władzą, której służą. Pamiętam, jak człowiek, który na granicy robił mi rewizję osobistą, rumienił się i przepraszał, bo przecież też jest katolikiem, ale to jego praca, ma na utrzymaniu rodzinę. Rozumiałem go, czułem z nim solidarność.

Dziś zwycięża indywidualizm ambicji, łączy nas tylko wyścig szczurów.

7

Naprawdę najlepiej czułem się podczas naukowych dyskusji, wygłaszając referaty, uczestnicząc w sesjach naukowych. To był mój żywioł.

Ale na pytanie, czy przyjmujesz nominację biskupią, nie odpowiada się „nie”.

8

Rok 2009. Oto trzej mężowie duchowni. Mając na uwadze temat przewodni dzisiejszego Przyjrzenia Się, zobaczmy ich w działaniu. Pierwszy:

Ks. Podstawka do niedawna był dyrektorem Domu Samotnej Matki w Lublinie, przewodniczącym Funduszu Obrony Życia archidiecezji lubelskiej i wicedyrektorem archidiecezjalnego Radia eR. To ten sam duchowny, który rok temu próbował – nieskutecznie – namówić 14-latkę z Lublina, by nie usuwała ciąży. W efekcie stał się obiektem ataku środowisk feministycznych, które przedstawiały go jako fanatyka. Kilka tygodni temu w wywiadzie dla portalu Fronda. pl mówił, że po śmierci dziecka Agaty długo nie mógł się pozbierać, ale bardzo mu pomógł abp Życiński, który udzielił mu wtedy pełnego poparcia.

Drugi istnieje tylko jako cień.

– A nasza wieś taka jakaś nieszczęśliwa – mówi jedna z parafianek. O Czerniejowie zrobiło się głośno, gdy sześć lat temu znaleziono tam pięcioro martwych noworodków w beczkach. W lipcu ich matka została skazana na 25 lat więzienia, a ojciec na 12. Kilka lat temu jedna z parafianek podrzuciła do zakrystii inne martwe dziecko. Sądowy proces w tej sprawie ujawnił skrywane w okolicy tajemnice: gwałty i znęcanie się mężczyzn nad kobietami.

– Nikt nie jest idealny. Rozumiał to ksiądz Marek [Żyszkiewicz], który nikogo nie osądzał i traktował nas równo – mówi Zbysław Kieliszek.

Co się dzieje? Metropolita zastępuje pierwszym drugiego. Parafianie się buntują.

Od kilku dni parafianie protestują przeciw decyzji abp. Życińskiego. Jeszcze we wtorek liczyli, że z pomocą Boga uda się skruszyć serce arcybiskupa. [...]

Przypuszczają, że w nocy z wtorku na środę ks. Żyszkiewicz dostał telefon z nakazem opuszczenia parafii w trybie natychmiastowym. Zniknął.

Oto mąż trzeci:

Protest przed kościołem ma trwać, dopóki nie wróci ks. Marek. Na to się nie zanosi. – Absolutnie nie do wyobrażenia jest kościół, w którym każda zmiana proboszcza wymagałaby referendum. Nigdzie na kuli ziemskiej nie prowadzi się tego typu eksperymentów, więc w Czerniejowie ich również nie możemy zrobić – oświadczył w sobotniej audycji „Pasterski kwadrans” w Radiu eR abp Życiński.

9

O.

No bo co tu jeszcze powiedzieć. Rozumiejący pasterze.


Cytaty w 1–7 pochodzą z „Wyborczej”, a w 8 – z „Rzepy”. Podkreślenia moje.


EDIT

PS Żeby bardziej ujawnić aktorów tej notki, zmieniłem w powyższych linkach „stąd” / „stamtąd” na tytuły gazet.


EDIT
Zobacz też egzegezę powyższej cytatologii.

14 razy uznano, że da się to czytać

Można się tak bawić bez końca. Każda praktycznie wypowiedź funkcyjnych KK rzucona suce Dekonstrukcji (to wredne zwierzę pojawiło się tutaj) zamieni się w stosik drobno rozchrupanych kości. Dotyczy to także (a nawet: zwłaszcza) rozmów / wywiadów z przedstawicielami mejnstrimu, niechby i byli (deklaratywnie) lewicowi.

Bierzemy pierwsze lepsze i patrzymy (tym razem losowania dokonało fatum, kierując w dwóch guglokrokach do wywiadu z października 2010, jaki redakcja „Polityki” przypomina w związku z niedawną, epicko opłakiwaną śmiercią; kursywą pyta Lewicowy Dziennikarz [dalej: LD], pismem prostym odpowiada Hierarcha KK [dalej: HKK]).

Gdy na państwowej uroczystości w państwowym urzędzie biskup z urzędu przemawia do urzędników, to znaczy, że Kościół jest częścią państwa. W latach 80. widziałem w Wielkopolsce przedwojenne pieczątki Urząd Parafialny. To w Polsce jest silna tradycja. Ale ona źle współbrzmi w świecie pluralistycznej wolności.

W Argentynie rady parafialne miały ongiś pieczątki Junta Parroquial, a jak generałowie przejęli władzę, zmienili je na Consejo Parroquial. Żeby się nie kojarzyć z juntą. Niemcy piszą Bischofsamt, Amerykanie The Office of the Bishop. Czy to jest klerykalizacja państwa? Tam nikt nie robi z tego problemu. Widzę tu przejaw polskich kompleksów antyklerykalnych. Nie ubliżając panu...

Może mi ekscelencja trochę poubliżać. Byle po popperowsku.

To się nazywa Staranne Przemilczenie (na piśmie: Staranne Wycięcie). HKK w ogóle nie odnosi się do sedna zarzutu LD, sformułowanego w pierwszym zdaniu, poprzestając na jakichś historyczno-zagranicznych ciekawostkach nazewniczych. Instytucje kościelne mogą być wewnętrznie ponazywane Najnajnajwyższymi Urzędami (jakoż i są) z dowolnie Wielkimi Pieczęciami, ale przecież chodzi o co innego: o zrost urzędu kościelnego z urzędem państwowym.

Co robi LD? Podkłada się jak pierwsza naiwna. Co robi HKK? Korzysta. Chociaż tu trochę zazgrzytało między zębami suki D., bo główne ostrze pytania winno być skierowane gdzie indziej: czemu państwowy urząd wpuszcza na państwową uroczystość urzędnika kościelnego, wpisując go w oficjalny porządek? Ale i pobocznym ostrzem można się zaciąć („hej, chłopcy, a co z tym cesarzowi cesarskie?”).

Na czym polega lewicowość LD? Na skutecznym podłożeniu się? Na niedrążeniu dalej? Na, hm, rżnięciu głupa? Nie zrozumiał, co i jak mu odpowiedziano?

Nieeee: na tym, że (razem ze swoją redakcją) tytułuje hierarchę „ekscelencją”, ale przez małe e.

* * *

Przeskakujemy kilka kwestii. Komisja Majątkowa.

Problemem stały się pieniądze i majątki Kościoła. Czy Kościół się zgodzi publicznie o tym rozmawiać i szukać nowych rozwiązań?

Zamknięcie Komisji Majątkowej postulowaliśmy już dawno. A rozmowa o finansowaniu Kościoła przed nami. Była propozycja, żeby rozważyć wariant węgierski lub włoski opodatkowania wiernych, ale episkopat uznał, że na to jeszcze nie pora. Bo mogłoby powstać wrażenie, że pieniądze są dla Kościoła najważniejsze. A nie są.

Pytanie jest obezwładniające. Po kolei. Czyim problemem stały się „pieniądze i majątki Kościoła”? Wydaje się (taka jest moja lewicowa pozycja), że problemem dot. konstrukcji prawa w Polsce, a ponadto finansowym (i infrastrukturalnym) problemem podatnika czy samorządów lokalnych. Jednak w kontekście następnego zdania łatwo dojść do konkluzji, że to – problem KK. (W dalszym ciągu wywiadu to wrażenie się potwierdza.)

Tym razem nic nie zgrzyta suce D., bo przecież LD kontynuuje zadawanie pytań jakby pod złym adresem, więc może... to adres właściwy. Jeśli się LD milcząco pogodził ze zrostem instytucji państwowych i kościelnych, to dość naturalne, że pytania w sprawach (w zasadzie) państwowych zadaje przedstawicielowi KK.

Ale odpowiedź nadal łyka gładko. „Rozmowa o finansowaniu Kościoła przed nami”. To znaczy – przed kim? Przed nami w sensie obywatelami tego państwa? Czy przed nami – Kościołem (a obywatele niech se, cholera, cierpliwie poczekają nawet nie na wyniki tej rozmowy, a na samo jej podjęcie). „Episkopat uznał, że jeszcze nie pora”.

To jest dyskurs władzy, dyskurs władzy – powiedziałbym – bezczelnej. LD jest już malutki (jedyne, na co go stać, to ta mała litera „e”), LD gorączkowo rozgląda się, jak by tu Księcia (tiaa, książęta Kościoła, przez ów zrost również nasi) jakoś zażyć. I – wtem! – zupełnie nieoczekiwany (no kto mógł się tego spodziewać!) zwrot.

Ryzyko było widać od dawna. Nikt w głównym nurcie nie udzielał takich przestróg polskiemu duchowieństwu jak Jan Paweł II, kiedy na spotkaniu w gmachu Episkopatu Polski mówił o potrzebie skromności i samoograniczania.

Wskazywania ideału nie utożsamiałbym z krytyką.

Zbrakło LD konceptu / śmiałości / whatevera? No to w biskupa – papieżem!

Ale biskup ma to gdzieś. Sucha zwięzła odpowiedź i LD może mu... ucałować pierścień (jak mogę unikam wulgaryzmów).

Ale ta przestroga teraz się przypomina, bo Kościół w Polsce przez całe lata wyjęty był spod życzliwej krytyki, nawet spod krytycznej analizy. Chyba to dla Kościoła dobrze, że ma nareszcie krytyków.

Tylko sugerowanie, że cały Kościół jest uwikłany w przestępstwa gospodarcze, a Komisja Majątkowa to prawie gangsterzy, jest nieprawdziwe, niesprawiedliwe, nieodpowiedzialne.

Nie cały Kościół jest zły i nie wszystkie decyzje Komisji były złe, ale jednak coś złego się tam stało.

Zapewne. Ale ważne są proporcje. W mojej metropolii nikt z księży nie zna Marka P. W tym sensie wiązanie byłego esbeka z całym Kościołem stanowi nadużycie.

A przecież wystarczyłoby („szukamy kontrprzykładu”) wskazać jednego księdza, który nie zna Marka P., right? I już nieuprawniony będzie zarzut, że cały KK uwikłany jest w przestępstwa gospodarcze. Ależ subtelnie.

HKK był (powiada się) poważnym filozofem, ale LD daje się tu ogrywać chwytami gimbusiarskiej retoryki! W tym ostatnim cytacie aż się od nich roi (wytknięcie pozostałych – jako ćwiczenie dla czytelnika; biedna suka D. ma kolkę żołądkową).

* * *

Jak już powiedziałem, można się tak bawić bez końca. Ale przyda się (jednak) jakiś morał.

Oto on: tylko w kraju, w którym mainstreamowy dyskurs pozostaje głęboko sklerykalizowany, za lewicowego dziennikarza może uchodzić facet, który daje się tak robić jak dziecko biskupowi (a jego jakoby lewicowa redakcja mimo to wywiad publikuje).

Chyba że to jakiś piętrowy konradwallenrodzizm. Ale nie przypuszczam.

9 razy uznano, że da się to czytać

Śmierć wyzwala retorykę, nazwijmy, śmiertelnie nadużywaną, w której znaczenie słów jest okolicznościowo dymane ponad wszelką (zwykłą, powszednią) miarę. Ale że śmierć jest sprawą oszałamiającą, często ten zabieg uchodzi, bo uważa się, że nie powinno się komentować inaczej niż w milczeniu (czytaj: wcale).

Mistrzem retorycznego nadużycia jest Adam Michnik, jego strzeliste słowa, zapisane przy okazji kolejnej tzw. pielgrzymki papieża-Polaka na ojczyzny łono (1999) – a ptaki śpiewały Mu po polsku – nieusuwalnie wraziły mi się w mózg. Można wręcz podejrzewać, że to retoryczne nadużycie jest warunkowane (Pawłow) „wobec-katolicko”, bo oto na śmierć arcybiskupa pisze:

Śmierć arcybiskupa Józefa Życińskiego jest tragiczną wiadomością dla całej demokratycznej Polski – dla katolików i dla wszystkich ludzi, którzy arcybiskupa z Lublina kochali i szanowali.

Widzę ten myślnik, gdyby był tam przecinek, mielibyśmy trzy, zapewne częściowo pokrywające się zbiory ludzi: „demokratyczną Polskę”, „katolików” i ludzi, którzy. Ale myślnik wprowadza domyślną równoważność, zupełnie jakby padała tu ukryta definicja „demokratycznej Polski” – złożonej z katolików i tych, co abp Życińskiego kochali i szanowali (tu także, z pewnością, nie pokrywają się tak określone zbiory ludzi). Gdy się wmyślić w implikacje, włos się jeży. Retoryczne nadużycie? Bez wątpienia.

Był człowiekiem wiary ewangelicznej i odwagi rzadko spotykanej; był człowiekiem najwyższej klasy intelektualnej i prawości niepospolitej.

Zwróćcie uwagę na dwukrotnie zastosowaną inwersję. Tak po prostu powiedzielibyśmy raczej „rzadko spotykanej odwagi” oraz „niepospolitej prawości”; przy „wierze ewangelicznej” waham się, bo może w języku ubogaconym zwrot ten zleksykalizował się i nie powinno się go czepiać (bez potrzeby). Ale tu nie mówi się po prostu, co zresztą poniekąd zrozumiałe w epitafium. Tu się (inwersją) wytwarza wyliczenie Czterech Cnót (wiary, odwagi, klasy i prawości), tu się (średnikiem) postuluje przeciwstawienie – wierze odwagi (cnota ewangeliczna łączy się ze świecką; por. „odwaga cywilna”), klasie intelektualnej prawości (por. Paul Johnson, Intelektualiści; zdecydowanie nie ten, powiada Michnik, przypadek).

A ściślej, nie tyle przeciwstawienie, co przezwyciężenie przeciwstawienia, w osobie Zmarłego. Jak dotąd można uznać za retoryczne użycie (właściwe), więc gdzie (i czy) nadużycie? W schowaniu w epitafium (w tym jego zdaniu) rozległej polemiki? W dystrybucji przymiotników? Dwa drugie („rzadko spotykany”, „niepospolity”) tylko przez konstrukcję całości tego mistrzowskiego zdania wydają się superlatywami, przymiotami bezwzględnymi.

Nie, sądzę, że sama konstrukcja czwórkowa, ta podwójna pułapka, jest retorycznym nadużyciem. To pozorne przezwyciężenie przeciwstawień. Jako ćwiczenie proponuję namysł nad czwórką cnót przy okazji hołubionego przez arcybiskupa ośrodka „Odwaga” w Lublinie (tu czytanka na temat, kliknijcie jednak, pliz).

Nadto był człowiekiem miłosierdzia i dialogu z inaczej myślącymi.

Jak brzmi powyższe po lekturze tej czytanki? (Niezbyt to eleganckie, linkowanie do niej właśnie dziś, jednak sądzę, że Michnik nie pozostawia wyboru.)

Był pokorny wobec wartości chrześcijańskich i niepokorny wobec wszystkich możnych tego świata.

Wszystkich? Doprawdy?

Był mądrym kapłanem i wspaniałym obywatelem Rzeczpospolitej rogatych dusz.

Cała ta notka powstała w reakcji szczególnie na tę frazę. Rzeczpospolita rogatych dusz. W tej chwili (nadal) brak mi słów na zimną analizę tego rozległego intelektualnego szwindlu. „Rogatość duszy” jako cnota obywatelska? Komu wolno jest/było okazywać rogatość? Rogaty-łagiewnicki versus ogoniasty-toruński? (Pan żartuje?) Państwo (Rzeczpospolita) rogatych (tych, którym wolno więcej) w państwie? Jakim? Strzyżonych?

Zanim ochłonę, zajmę się (na koniec) głosem z innej poniekąd strony. Mówi Gowin, odpytany przez „Rzepę”:

Wszyscy wspominają Go jako wielkiego myśliciela, filozofa. Ja zapamiętałem Go trochę inaczej. W połowie lat 90. przeprowadziłem z Nim cykl rozmów w kurii lubelskiej, które następnie zostały opublikowane. Usługiwała tam pewna znacznie starsza od biskupa Życińskiego zakonnica. Biskup odnosił się do niej z szacunkiem, który przywodził mi na myśl miłość ojca do córki. Ten jego niespotykany, niezwykle życzliwy stosunek do zwykłej zakonnicy oddaje całą prawdę o Nim.

Miłość (znacznie młodszego!) ojca do córki. Niespotykany (wśród biskupów, jak sądzę) życzliwy stosunek do zwykłej zakonnicy. Dał się Gowin retorycznie nadużyć, retoryka (nie wątpię w intencje: przecież Życiński był duchowym promotorem Gowinowego wariantu „ustawy bioetycznej”) go przerosła, chciał dobrze, wyszło szczerze. Pokazał katolicyzm w powszednim działaniu.

I jako jedno wielkie (eine große) retoryczne nadużycie.

7 razy uznano, że da się to czytać

Mój ulubiony kościelny liberał Pieronek znowu został przyłapany bez spodni (a właściwie z zadartą sutanną).

W krótkim wywiadziku, przeprowadzonym przez nieznaną mi Małgorzatę Skowrońską (co do której nie wiem, czy jest makiaweliczną prowokatorką, czy typową dla „Wyborczej” żurnalistką w służbie bezmyślnego podtuczania i tak nieźle się mających memów), powiada:

Instytucje kościelne działają w dobrej wierze. Mają prawo domagać się zagrabionego majątku. W tej sprawie korzystały ze sprawnego prawnika. Istnieje stare prawo, które każe na grabież odpowiedzieć grabieżą. Oczywiście, dziś mamy bardziej cywilizowane sposoby załatwiania sporów, ale zadośćuczynienie wciąż obowiązuje. [tu i dalej podkr. moje – n.]

To, oczywiście, w związku z tzw. Komisją Majątkową; biskup się nie patyczkuje i nazywa rzeczy po imieniu. Co prawda, później usiłuje tę grabież przedstawić w korzystniejszym, „janosikowym” świetle:

Jestem z tego pokolenia, które jeszcze pamięta, jak duchowni byli wyrzucani z domów, jak Kościołowi zabierano majątek, który służył przecież nie im, ale biednym. O tym się nie mówi.

Na zasadzie, że bezdomnym było cieplej na sercu, gdy widzieli, że przynajmniej księża żyją dostatnio. Może rzeczywiście lepiej o tym nie mówić.

Pani Skowrońska w swoje pytania wmontowuje niepodważalne artykuły [powszechnej] wiary:

Nikt nie podważa tego, że to, co w PRL zabrano Kościołowi, powinno zostać oddane, ale dzięki temu, że od decyzji komisji nie ma odwołań, mogło dochodzić do nadużyć.

Sam pan Pieronek to podważa: przecież ta grabież tylko grabiła wcześniej zagrabione.

No bo skąd KK doszedł tego swojego majątku? Nie z dziesięcin, świętopietrza, petyty? Nie z nadań feudalnych?

Więc nie „nikt”.

« Older entries § Newer entries »