Po raz pierwszy od lat kupiłem papierową „Wyborczą” (nie liczę tego razu, kiedy okazało się, że nie ma żadnej makulatury, na którą można by wygarnąć zużyty żwirek z kuwety, a wybór padł na publikację najobfitszą w strony [reklam]).
Numer z 1–2 października 2011; chciałem zobaczyć tak intensywnie lansowane nowe strony świąteczne, co są warte i jak wyglądają.
I wiecie co? Jakoś nie chciało mi się jej otworzyć, leży na kuchennym stole utrzymując w rozwarciu grubą książkę, którą podczytuję przy jedzeniu, gdy akurat zbraknie towarzystwa do konwersacji.
Ta (dziwna) niechęć i jej niejasne powody natychmiast mi się przypomniały, gdy czytałem (świetną skądinąd) notkę MRW.
To człowiek wielu umiejętności, wymienię trzy: uprawia celny lakonizm, (choć) umie pisać b. przystępnie („cyberczwartki”) i bywa autorem mocnych memów.
W linkowanej notce (przypomniał mi się tytuł z Różewicza: Nic w płaszczu Prospera; tutaj „nic z twarzą Kondrata”) na samym początku pojawia się payperwall. Pejperwal. Papier jako płatny mur.
Ale to przecież nie jedyna interpretacja: mocny mem miewa parę den. Np. „płać (oddzielnie) od (każdego) muru”, choćby każdy z nich odgradzał od tego samego.
-
Zachęcony intensywnymi reklamami kupiłem ten sam numer. Przeczytałem i... zdziwiłem się. Nawet myślałem, że nie dali mi w kiosku prawdziwej „Świątecznej”. Nic ciekawego.
Gorzej — kupiłem w e-kiosku dwa pierwsze numery „Nowej Świątecznej”. Też nic...
-
nameste :
reklama łże
Gorzej.
Wyraziłem się nieściśle — zachęciły mnie nie tyle reklamy, ile osobiste zapewnienia ^wo na blipie. -
E, pierwsza świąteczna imho nie była najgorsza (pomijając jakiś pierdupierdu z IPN) i nawet słuszna ideologicznie. Druga leży na dysku i czeka na czytanie, a tę z Kondratem sobie podaruję.
-
cadaver :
pierwsza świąteczna imho nie była najgorsza
Pierwsza to która? 17 września?
-
cadaver :
Ta.
No to 17 września. Kupiłem, nudne...
-
Nie sądziłem, że się tak szybko uciszy. Bo temat jest z kilku powodów fascynujący. Wyciągany na okoliczność wyborów człowiek-hybryda (średnioklasownik z portfelem i zadowoleniem, dawniej znany inteligent z posłaniem) nie musi dziwić. Dziwić musi szpagat publicysty próbującego obsługiwać kilka etosów jednocześnie. A jeszcze bardziej to, że chlebodawcy nie zauważają sprzeczności brnąc coraz dalej w ideologiczną mieliznę w czasach domagających się wyborów. Najwidoczniej umykają im nie tylko nastroje społeczne, lecz również zaczyna zawodzić zmysł orientacji w zmieniającej się rzeczywistości. Takie kolokwialne pojęcia jak przyzwoitość i absurd pozostawiam lepiej na boku.
-
Drogi Nameste, widzę, że wciąż aktualny jest temat „Wyborcza a sprawa polska”. Jedni publicznie deklarują, że GW (nie tak skrótowo, lecz najrozmaitszymi przekręceniami określanej) do ręki nie biorą, inni, jak Ty, do ręki ją bierzesz, ale — z jakichś powodów nie otwierasz, ja wziąłem, otworzyłem, ale — kiedy teraz, przez chwilę w rosnącej panice — chciałem przypomnieć sobie, co z tej lektury we mnie zostało, okazało się, że niewiele. Przeczyszcza łagodnie nie przerywając snu.
Tu gdzieś jest problem, zmiana szaty nic nie zmieni. Od jakiegoś czasu łapałem się na tym, że w weekend z większą ciekawością czytam Rzeczpospolitą (z jej Plus i Minus) niż Wyborczą. Wyborczą z rozpędu w teczce prenumeruję. Teraz, od kiedy mam Kindle’a, zastanawiam się, czy — w ramach wprowadzania dyscypliny budżetowej — z tego nie zrezygnuję. Za niecałe $18 miesięcznie mogę sobie zaprenumerować Guardiana. Jedyna wada takiego rozwiązania polega na tym, że rano nie trzeba na spacer po gazetę iść, można ją przeczytać w łóżku.





14 comments
Comments feed for this article
trackback link: http://nameste.litglog.org/2011/10/sztuka-mema/trackback/