March 2011

You are currently browsing the monthly archive for March 2011.

Przepraszanie – z ducha polskiego języka – to próba otwarcia nowego etapu (jakichś) relacji, które w pewien sposób zostały zaburzone. Prze[z]–[u]praszanie – jest w podjęciu takiego działania, zawieszonego i niedokonanego, deklarowana nadzieja, że sytuacja z (jakoś) zerwanej przekształci się w negocjacje, które mogą doprowadzić do przywrócenia (jakiejś) normalności.

Gdy druga strona owej (zaburzonej, zerwanej) relacji przeprosiny przyjmie, a przynajmniej nie odrzuci, etap „eksterytorialnego”, wyjętego z normalnego upływu czasu temporalnego zawieszenia – kończy się. Być może zanim do tego dojdzie, zostaną jeszcze wynegocjowane jakieś warunki dodatkowe. Być może zostanie dokonany jakiś remanent wzajemnych zaszłości. Może prośbę [praszanie] wspomogą jakieś dary – symboliczne, emocjonalne czy materialne. To są szczegóły okoliczności dodatkowych. Niemniej, przepraszanie jest otwarciem do negocjacji, które spełnia swoją rolę w chwili otwarcia negocjacji.

Gdy przechodząc przez zatłoczone miejsce potrącisz kogoś, mówisz „przepraszam”. Formą podjęcia negocjacji (z jednoczesnym ich – pomyślnym – zamknięciem) jest odpowiedź „nie szkodzi”. Bywa, że trzeba się bardziej postarać, gdy ktoś odburknie „ależ uważaj trochę!”, co jest (niejawnym) wezwaniem do „obietnicy poprawy”. Gdy pada (niejawnie: „naprawdę nie chciałem”), przeważnie negocjacje się kończą i zerwana/zaburzona mikrosytuacja społeczna pn. „mijamy się nie krzywdząc innych” wraca do normy.

Mój punkt jest taki: przepraszanie to praktyka komunikacyjna, często też mocno skonwencjonalizowana w znaczeniu powszechnym albo szczególnym („to co, seks na zgodę?”, „och tak, tak, och”).

* * *

Ludzie o tym wiedzą. Dlatego w przypadku drastycznego albo dramatycznego zerwania/zaburzenia normalności strona poszkodowana (wedle swego przeświadczenia czy też bardziej „obiektywnie”) często oświadcza: tu przeprosiny nie wystarczą. To znaczy: nie ma miejsca, po tym co zaszło, na rutynowe negocjacje. Potrzebne są ekstra środki, zadośćuczynienie, albo też – nic nie pomoże, relacja została zerwana/zaburzona nieusuwalnie. Taki lajf.

* * *

W mediokatolickiej Polsce, czyli w retoryce moralistów i praktyce konferansjerów medialnych – zwanych z inercji, lecz błędnie – dziennikarzami (np. telewizyjnymi), sytuacja przepraszania nagminnie mylona jest z sytuacją [publicznej] spowiedzi.

Przyznaj, że popełniłeś grzech, a zatem jesteś moralnie winny, uznaj swoją odpowiedzialność za zło, okaż żal/wstyd/skruchę, syp popiół na głowę aż do samoponiżenia, wyznaj, że się wstydzisz, obiecaj poprawę, przedstaw sposoby zadośćuczynienia wyrządzonych krzywd („no jak to, przecież przeprosiłem, aaa?!”). A wtedy, może, dostąpisz rozgrzeszenia. (Raczej nie.)

Procedurę katolickiej spowiedzi mam za tym bardziej załganą, im bardziej koncentruje się na teatrum – że zacytuję słówko-klucz z niedawnej dyskusji na blipie, która zaowocowała tą blogonotą – ukorzenia się. Nie sposób uniknąć tego teatrum w medialnych paraspowiedziach, które wymuszają na swoich rozmówcach np. konferansjerzy TVN-u („a było panu wstyd? no niech pan powie, wstyd panu? no?!”). Daje to paskudną melodramę na użytek telenowelowej publiczności, prowadzi do jakiegoś zaplutego kiosku buka pod nazwą „Mały Pascal – Zakłady”.

* * *

Nie chcę przez powyższe powiedzieć, że problemy odpowiedzialności, winy, zadośćuczynienia itd. mam za nieważne. Przeciwnie, często są tak bardzo ważne, że wręcz niesmaczny jest automatyzm wpychania ich w kontekst mediokatolickiego „teatrzyku ukorzeń”.

Niefajnie jest też, moim zdaniem, domaganie się od przepraszania kostiumów z tego właśnie teatrzyku. Przepraszanie może być niezręczne, pozorne, nieskuteczne czy nawet przeciwskuteczne. Warto jednak zacząć od próby analizy: do kogo właściwie, jakimi środkami i z jakiej pozycji, w jakiej (często skrywanej) sprawie występuje o negocjacje przepraszający. Nie jest wykluczone, że właśnie ten ktoś daje koncertowo dupy.

Ale, na litość, nie zamieniajcie negocjowaniakorzenie się.

6 razy uznano, że da się to czytać

Ostatnio chodzę sporo po stronach polskiej wikipedii, zwłaszcza bocznych i tylnych (historia edycji, dyskusje, kawiarenki, wybory do ciał [KA]), i źle mi to robi na całokształt (oraz charakter).

Powinienem przestać, zwłaszcza że i tak na co dzień – gdy potrzebuję – sięgam odruchowo po anglojęzyczną.

Ale ze względu na datę

zajrzyjmy jeszcze na chwilę na stronę akcji Wikipedia też jest kobietą.

Wpisało się – deklarując udział i wsparcie – 7 wikipedystek, pod nagłówkiem Uczestniczki.

A tuż pod spodem mamy 5 wikipedystów, pod nagłówkiem, który rozbawił mnie do ostrego ataku kaszlu włącznie: Kobiety z brodą ;-). Liberalna forpoczta męskiej w zasadzie (85%) populacji wikipedystów. (Ta sekcja „dla facetów” nazywała się wcześniej Bodyguards; jest postęp.)

Odnotowuję

na samym dole zapowiedź spotkania dla kobiet („Spotkania wikipedystek (wikimedianek) na żywo”):

Pierwsze spotkanie dla kobiet odbędzie się w Warszawie wokół 8 marca, czyli Dnia Kobiet.

No, to dziś. Gdzie/kiedy ten wokół? Kobiety z brodą zapomniały podać szczegóły?

Ale nie zapomniały

– 2 z nich – o specjalnie (specjalnie) na 8 marca przygotowanym wywiadzie z Henryką Bochniarz. Pełno w nim słusznych treści, zwłaszcza że przyhaczono Bochniarz głównie jako „członkinię Rady Programowej Stowarzyszenia Kongres Kobiet”.

Wobec czego nie wypadało zadawać pytania o sytuację ekonomiczną kobiet w Polsce (temat przewodni manify sprzed 2 dni), są w to miejsce uwagi o miliarderkach w Chinach. Niefajnie też byłoby nawet mglistą aluzją dotknąć zagadnienia praw reprodukcyjnych: pani Bochniarz ma gromadę wnucząt, syna w Soli Deo, który wraz z żoną brał udział w hm, objazdowej agitce o. Knotza pod hasłem „jak pięknie być rodziną” (+ seks), i najprawdopodobniej sądzi, że ogólnie jest lepiej & fajnie również w tej dziedzinie. I tak dalej.

Nie zabrakło jednak

pytania o seksizm. Oto ono:

Od jakiegoś czasu karierę robi pojęcie feministy. Czy można również mówić o seksistkach?

Po odpowiedź sięgnijcie same. Z góry postanowiłem, że to będzie krótka notka.


zob. też wikipedie, demo: maskulizm

18 razy uznano, że da się to czytać