February 2011

You are currently browsing the monthly archive for February 2011.

przepraszam pana Dziwisza

W poprzedniej notce zapowiadałem demo użycia hashtagów. Początkowo chciałem wziąć jakiś krótki tekst p. Dziwisza i go (stosownie) otagować. Jednak po namyśle postanowiłem połączyć tematycznie „demo” z prapoprzednią blogonotą, o polskiej wikipedii. Tak mnie jakoś temat wciągnął. Stąd przeprosiny. Ale co się odwlecze...

szklany sufit

Oto fragmenty bieżącej (18:36, 26.02.2011) wersji tego hasła w wikipedii, obranego z treści linków i przypisów:

Szklany sufit (inaczej: grząska podłoga) — określenie powstałe w latach 80. oznaczające niewidzialną barierę utrudniającą kobietom (a także mniejszościom etnicznym, seksualnym, wyznaniowym itp.) dojście do wysokich pozycji w biznesie czy polityce.

Fenomen jest „niewidzialny”, ponieważ zazwyczaj w każdym konkretnym przypadku #zapamiętaj-sobie utrudnień awansowych organizacje znajdują dla nich inne wytłumaczenia #zapamiętaj-sobie, ale jednocześnie na poziomie całej populacji, przy zastosowaniu analizy statystycznej, można zaobserwować, że kobiety (i pozostałe mniejszości) przy takich samych kwalifikacjach rzadziej awansują i uzyskują niższe uposażenia[1][2]. #fakty

„Szklany sufit nie jest po prostu barierą dotyczącą pojedynczej osoby, związaną z jej brakiem umiejętności poradzenia sobie na wyższym stanowisku. Szklany sufit dotyczy raczej kobiet jako zbiorowości, której uniemożliwia się karierę z powodu bycia kobietami[3]. Występuje nawet w krajach w powszechnym odbiorze uważanych za przodujące w wyrównywaniu nierówności płci[4]. #uogólnione-fakty

Przyczyn istnienia szklanego sufitu można szukać #ale-bez-upierania-się na przykład w utrwalonych rolach społecznych[5], przypisujących mężczyznom kierownicze role, w tradycyjnym podziale obowiązków w rodzinie (wedle którego kobiety częściej #oh-really zajmują się pracami domowymi i opieką nad dziećmi)[6], a także w powstawaniu tzw. „gett zawodowych” (oferowaniu #dobry-wuj-Rynek-Pracy kobietom zawodów, w których awans jest utrudniony #kobieto-wybieraj-staranniej)[7].

Niepublikowane #oh-wait #dlaczego?! badania prowadzone w HEC School of Management w Paryżu tłumaczą #przypomnij-sobie #tu-się-uprzemy powody, dla których we Francji na stanowiskach kierowniczych jest więcej mężczyzn, niż kobiet, mniejszą odpornością na stres #sawanna towarzyszący rywalizacji #sawanna podczas walki #sawanna o pozycję społeczną[8] #link:HEC-ny [9] #link:pierdololo-w-Rzepie.

Z kolei według Warrena Farrella przyczyny, dla których kobiety statystycznie rzadziej osiągają wysokie pozycje i zarabiają mniej, można podzielić na pięć grup #to-ważne-NOT #gdzie-jest-orzeczenie? #dlaczego-nie-sześć?!:

  1. Kobiety pracują pod każdym względem krócej #normalizacja-w-socjologii #link:Czarna księga kobiet. Pracują mniej lat, mniej tygodni w roku i mniej godzin dziennie, rzadziej też biorą nadgodziny. Pracują krócej dla konkretnych pracodawców (mniej doświadczenia w danej firmie) i dwukrotnie częściej zwalniają się do lekarza (mimo że to mężczyźni są istotami słabszymi immunologicznie i zdrowotnie). #to-hasło-jest-o-szklanym-suficie-który-męskie-słabsze-istoty-dzielnie-przebiły-głową
  2. Kobiety rzadziej wybierają uciążliwe zawody, których wykonywanie naraża na złe warunki atmosferyczne, pracę w samotności, wysokie temperatury lub poziom hałasu itp. #większość-posad-w-gospodarce
  3. Kobiety rzadziej wybierają niebezpieczne zawody (94% wypadków w pracy dotyczy mężczyzn) lub odpowiedzialne zawody (np. jako lekarze częściej są pediatrami niż chirurgami #nieudane-łapanki-na-ewentualne-chirurżki, ale w statystykach uogólnia się te różnice jako zawód lekarza #język-polski-trudna).
  4. Wybierają niepotrzebne na rynku #idiotki i z tego względu niskopłatne #dobrze-że-w-ogóle-płatne branże i gałęzie gospodarki.
  5. Wybierają bardziej satysfakcjonujące zawody, kosztem dochodów uzyskiwanych z pracy. #ssanie-z-sufitu #pierdololo

W pewnych wypadkach to państwo i system prawny konserwują te dysproporcje (prace wzbronione kobietom, różny wiek emerytalny itp.). #oh-wait #zaskoczenie

Książka[10], w której Farrell sformułował powyższe tezy, spotkała sie z szeroka krytyką #skandal środowisk feministyczno-kobiecych. Zasadnicze jej tezy są sprzeczne #kto-by-pomyślał z opiniami środowisk badaczy i organizacji zajmujących się tematyką równouprawnienia płciowego na rynku pracy. Dopatrują się one źródeł tego zagadnienia w braku przejrzystego prawa i zwyczajów rynku pracy #oh-really. Poważny wzrost bezrobocia i spadek siły zarobkowej kobiet w krajach postkomunistycznych był m.in. tematem opracowań międzynarodowej organizacji United Nation Development Program, a ich opracowania publikowane są w formie raportów i artykułów prezentowanych dla rządów europejskich i organizacji ekonomiczno-społecznych[11].

Mam tylko jedno pytanie: czym są końcowe trzy czwarte tej noty (te po ostatnim wystąpieniu tagu #fakty)? Moim zdaniem, przejawem „skrytego maskulizmu” (por. niżej, przypisy).

I jeszcze o „koronnych” argumentach owegoż. Artykulik z HEC opisuje sytuację, w której 2000 osób przez 3 tygodnie zdawało „pisemne i ustne” #cytat egzaminy; wolnych było 250 miejsc. Wynik badania:

An explanation for the gender gap in higher management?

Taken together, these results suggest that, within the same sample of subjects, the competitive pressure generated by relative performance evaluations has a different impact on men than on women. This provides an alternative (albeit, by no means exclusive) explanation for under-representation of women in top management positions, if one takes the perspective that these positions are the rewards of performances in a series of competitive tournaments during one’s professional career, as opposed to pass/fail type of evaluation processes.

Finally, if the structure of the selection process indeed impacts performance differently across genders, then the under-representation of women may start as early as the professional schools that select students based on competitive exams.

Na moje: nic konkluzywnego. Bardzo duże NIC w bardzo KRÓTKIM i ogólnikowym tekście. A ponadto: metodologia. Oceniający (wyniki egzaminów) wiedzieli o płci zdającej/-ego? Byli wyjęci z ogólnospołecznych struktur podtrzymujących mechanizm „szklanego sufitu”? I szereg innych pytań, których już nie chce mi się zadawać.

A po drugie, czemu tak brutalnie #pierdololo potraktowałem artykulik w „Rzepie” (btw, z działu STYL ŻYCIA > OBYCZAJE)? Wiecie co? Sprawdźcie sami, w szczególności skąd i dlaczego dopisano tam połowę o hormonach #sawanna.

przypisy

1

Warren Farrell, uważany za poręcznego ideologa maskulizmu, zaczynał z pozycji feministycznych, ale dość szybko z poważną pomocą żony i może nie aż tak drobniutką innych #celebrities (Phil Donahue, Oprah Winfrey) stał się autorem pokupnych książek #pop-psychololo, dowartościujących meżczyzn z poczuciem zagrożenia wobec zmian kulturowych, i radzących kobietom, by śmielej sięgały po swój kawałek tortu (bo przecież i tak są uprzywilejowane).

Dr. Farrell always suspected that women tended to undermine themselves. One day, while he was teaching urban politics at Rutgers, he attended a convention at which one attendee, an attractive young woman, wanted to make a point but was beset with stage fright. „I encouraged her to speak up, and when she did, she blew everyone away,” he said. She and Dr. Farrell soon married and, after she became a well-known corporate executive, she offered to be primary breadwinner while he pursued a doctorate in political science from New York University. (He asked that her name be withheld to protect her privacy.) He did his dissertation on the women’s movement.

„My wife’s income allowed me to do what I really loved,” he said. „I realized that women’s liberation is men’s liberation, too.

After they divorced — they remain friends, he said — Dr. Farrell moved to San Diego, where he still lives. Ten years ago he met, and eventually married, Liz Dowling, a California entrepreneur with two daughters — Alex, now 17, and Erin, 18. Although he has written extensively about issues like sexual harassment and fatherhood, he says he is not spurred on by personal experiences. „I’ve always been motivated to stop people from doing dysfunctional things,” he said.

Which, of course, provided a nice segue into his thoughts on how women can stop the self-sabotage that so often leads to low pay. Refreshingly, he steered clear of advice about body language, attitudes, dress and communication skills; women are already better at all of those than men, he said. [stąd; podkr. moje – n.]

2

W Polsce są dwa maskulizmy, jawny i skryty.

Jawny: portal #w-rozsypce, forum #lol, blogi – przykład #nie-zaglądaj-jeśli-nie-musisz.

Moja hipoteza jest taka, że te imprezy są animowane głównie przez korwino-libertariańskie odłamy światopoglądu „konserwatywno-liberalnego” #zajadły-ptaszek-koliber. Pojawiają się też w nieco popularniejszych e-miejscach. I oto spotykamy się z Farrellem:

Mimo że książka Farrella jest podręcznikiem dla kobiet, jak uczciwie podnieść swoją pensję, doganiając mężczyzn w efektywności zamiast zdawać się na łaskę panów z rządu, którzy wymuszą niezasłużone przywileje dla mniej efektywnych pracowniczek, to spotkała się ze strony feministek z zarzutem o anty-feminizm (ciekawe czy w takim razie w ogóle ją czytały czy wybrały zarzut o anty-feminizm w sposób wyrachowany?). Czyżby strategia wiktymizacji kobiet została posunięta już tak daleko, że jakakolwiek strategia polepszenia sytuacji kobiet inna niż wymuszanie przywilejów, jęczeniem „jak to im źle”, musi, jako odstępstwo od raz podjętej drogi, być uważana za herezję...?!

[źródło: Adam Hajduk, „Przepaść” płacowa, liberalis.pl, 12 kwietnia 2008]

Adam Hajduk prowadzi blog maskulizm.blog.onet.pl.

Tropienie skrytego maskulizmu jest (wbrew pozorom) proste: no przecież wystarczy rzucić okiem na dobór argumentów (raz jeszcze przypomnę mrzywdę kęska). Ale spróbujmy uźródłowić.

3

Co ma wspólnego IP 80.54.242.170 z maskulizmem? szukajcie #a-znajdziecie

Kto dodał artykuł o książce Farrella do pl-wikipedii? 80.54.242.170

Kto przywołuje ten artykuł z pl-wikipedii jako argument w ideolo-polemice z obrzydłym feminizmem Magdaleny Środy? Byłby to Wikipedysta:Kravietz, tak uparcie walczący o pozostawienie w haśle „Szklany sufit” odsyłacza do artykułu z „Rzepy”? Tak #ludzie-którzy. Uzasadniał:

Rzepa jest wyłącznie jako polskie omówienia. W celu uniknięcia dalszych sporów zmieniłem brzmienie tego akapitu tak, by nie było żadnych wątpliwości co do „naukowości” (choć podkreślam, że Wikipedia nie jest portalem naukowymWP:WER nie zawiera żadnych wymagań w tym zakresie, a jedynie zalecenia do haseł medycznych i prawniczych). [...] Paweł Krawczyk (dyskusja) 16:33, 25 lut 2011 (CET) [wytłuszczenie podkreślenia moje – n.]

Jak zauważyliście (przypis 1), kategorię maskulizm wyciepano z pl-wikipedii. Ale cóż to za przeszkoda. Wikipedia nie jest portalem naukowym, można tam włożyć każdą bzdurę, jeśli tylko jest uźródłowiona. A pokazanie (mam nadzieję, że wyżej #daje-radę), na czym polega hm, „neutralność” (NPOV) realizowana w pl-wikipedii, wymaga – no nie chcę jakoś zbytnio płakać & użalać się #lolokaust-debunkerów – naprawdę czasochłonnego wysiłku.

23 razy uznano, że da się to czytać

Istnieje 2516204376379 sposobów postępowania z tekstem, z czego zaledwie ciut ponad 6 tysięcy sposobów nietekstowego postępowania z tekstem (np. czytanie i palenie książek, cięcie gazet na schludne prostokąty, dziurawione następnie gwoździem, wieszanie szyldów itp.). Cała – olbrzymia – reszta polega na wytwarzaniu (albo, z rzadka: redukcji) tekstów wobec innych tekstów. Do twierdzenia wytwarza się dowód, do książki recenzję, i tak dalej w kolejnych 2516204370167 wariantach. Dziś zajmiemy się tagowaniem.

Tagowanie

jest rodzajem metkowania; w ogólnym przypadku to czynność o charakterze semiotycznym: jest sobie przedmiot, a potem (czasem przedtem) przychodzi ktoś i doczepia do przedmiotu znak. O, to-tu jest serkiem za 4,37, a tamto – ulicą jednokierunkową. Kiedy zarówno przedmiot, jak i metka-znak są tekstami – mamy do czynienia z tagowaniem. W takim HTMLu na przykład, fragmenty tekstu są otagowane, by wskazać jego strukturę i zalecany sposób nadania mu formy (ekrano– czy typograficznej). Bardzo częstym – jeśli nie najczęstszym ostatnio – użyciem tagowania są krótkie metki opisujące zawartość tekstu, np. ta blogonota jest ometkowana metką z językiem.

Jak dotąd wszystko jest cacy i nudne,

przedmiot sobie, metka sobie; książka sobie i jej katalogowa fiszka z klasyfikacją dziesiętną sobie; ład, porządek, prawo i cywilizacja białych ludzi. Ale nadeszli barbarzyńcy, zaczęli twittaćblipać, wzięli palec, potem rękę, i oto, o zgrozo, rozpleniły się w języku hashtagi.

Ludożerka rzuciła się ochoczo, nawet poeci się podniecili i zaczęli eksperymentować, tworząc na przykład takie utwory:

#bestweekever #3breakupwords #alltimelow #therapist #alltimelow #therapist #alltimelow #fail

ale esteci & konserwatyści marudzą. Że ojej i ajaj, upadek języka i nie chce mi się dalej streszczać, bo też i nie słuchałem pilnie.

A tymczasem

– choć początkowo hashtagi spełniały jedynie klasyczną rolę znaczników klasyfikacji – pożytki z tego urządzenia językowego są wprost niesłychane.

To tylko blogonota, a nie Ogólna Teoria Hashtagu, więc bardzo skrótowo, nie po porządku, a za to pokrótce, wyłuszczę, w czym rzecz. Najważniejsze (najważniejsze) jest to, że hashtag przestaje być „sobie” (przestaje być „zewnętrzną metką”) i wchodzi do wewnątrz wypowiedzi, nadając jej zarazem inny wymiar, a nawet – jeden z wielu innych wymiarów. Dzięki hashtagom tekst – pozostając zwięzłym, a więc nadal czytable – zawiera w sobie komentarz-do-samego-siebie, poziom meta. Ale to dopiero początek.

Pokazywałem już znaczenie i działanie tagu #ludzie-którzy, a właściwie meta-hashtagu, bo tagiem pierwszego stopnia (w ZEROLANGU wg Lema #link:Golem XIV) jest #ludzie-którzy-gryzą-marchewkę, sam w sobie potężny generator znaczeń. Metatag #ludzie-którzy jest znakiem (w ścisłym semiotycznym sensie) całej teorii zachowań i rozumień, wewnątrztekstowej oczywiście. Pod warunkiem, to jasne, że będzie jako taki rozpoznany, że stanie się cegiełką idiolektu.

Co jest procesem trwającym w czasie, niezadekretowanym przez jakieś reguły białego człowieka i estety, jest praktyką językową (komunikacyjną) anarchiczną, spontaniczną i twórczą #luz-i-sens. Bawi #uczy zachęcając zarazem do działania #rozróba-w-języku zasysającego otoczenie w wir myślącej interakcji. I to jest to drugie najważniejsze.

Tak, panowie esteci i konserwatyści #co-wy-kurwa-wiecie-o-poezji.

Czego jeszcze trzeba?

Ano, przydałoby się demo. Ale to w następnym odcinku. Tutaj.

 


A na razie #post-pointa, dzięki teh instant communication,
wiersz Świetlickiego #hashed-by:szwedzki

#złyptak

To pewne: ten #ptak – sroka
próbuje mnie okrążyć
i osaczyć, #dzieńwdzień
zatacza coraz mniejsze kółka
i skrzeczy: #buddyzm, #materializm,
#literatura, #pieniądze, #wimięojcaisyna,
skrzeczy: #odpowiedzialność, skrzeczy: #wychowanie
– i #wszystkoinnetakie. Co to
za #światło, które można opowiedzieć, które
ma #regulamin? Co to
za wierni, którym nie wystarczy
ten nieprzerwanie #wiecznypocałunekbezust?

8 razy uznano, że da się to czytać

Umarł Nowosielski, człowiek z pogranicza, na które rzadko się (na co dzień) zapuszczamy. Przede wszystkim (dla mnie) malarz, zupełnie niesłychany.
Jerzy Nowosielski
Potem – człowiek zanurzony w obce i dziwne (znowu: dla mnie) uniwersum znaczeń i emocji, prowadzący własną, prywatną uprawę religijnego pola, pomieszczonego w głębokiej tradycji prawosławia. Świata rozpiętego między fatalizmem a rozpaczą, najbardziej mrocznej ze znanych mi (no tak, z boku) religii.

Muzyka z tego kręgu łapie (nieodmiennie) za gardło, architektura porusza, a malarstwo – wydawało się martwe. Ale tacy jak Nowosielski (nie on jeden przecież, jednak tutaj, w Polsce – firma osobna) sprawili, że stało się bardziej dzisiejsze niż muzyka.

Siła skrótu. Gorejąca głowa, niepojęty (kwadratowy, niebieski, inne słońce) przedmiot wiary, przepaść między „prorokiem” a słuchaczami... których właściwie nie ma, których nieobecność jest (albo nie jest: pole do rozważenia) nieistotna.
Jerzy Nowosielski, Prorok na skale 4
Coś tam przecież stoi, sygnalizowane plastycznym ledwo-znakiem. Ołtarz? (Bez wiernych i kapłanów? Hm.)

W przypomnianym przez Wyborczą wywiadzie sprzed ponad 10 lat wypowiada się szorstko, z pozycji (już wtedy) Starca, Który Wie Swoje. Nie ma sensu z nim polemizować (nie tylko dlatego, że było to dawno, a potem, dwa dni temu, umarł). A jednak staje się, podobnie jak w swoim malarstwie i (znowu: j.w.) z powodu tego malarstwa, wyzwaniem do ćwiczenia, takiego ćwiczenia z inte-emo-wyobraźni.

Mówi o Baconie:

Nie, to już jest poziom infernalny. Myślę, że on nie pozostawia żadnej możliwości reinterpretacji w kierunku jakiejś nadziei, jakiegoś dobra. No, ale taka jest prawda i on tę prawdę namalował. Myślałem, że tego się nie da w ogóle namalować, a on to zrobił.

Mówi o sobie:

Jestem szalenie tradycjonalistycznym artystą, proszę pana, maluję ikony i żaden ze mnie awangardzista.

Bo z czego artysta ma się dzisiaj wyzwalać, proszę pana. Im bardziej się wyzwala, tym bardziej jest niewolny. Wyzwalać można się w sytuacji, kiedy człowiek jest absolutnie zniewolony. Kiedy jednak odrzuci wszelkie bariery ograniczające jego świadomość, to już nie ma się z czego wyzwalać.

No i tak to.


DOPISANE 24 lutego Żeby nie było wyłącznie mrocznie (+ dopisek w tytule):
Jerzy Nowosielski, 1973
Jerzy Nowosielski, Tajemnica narzeczonych, 1997
Jerzy Nowosielski, Akt we wnętrzu, 1998

3 razy uznano, że da się to czytać

wikipedie

Tak wygląda hasło sexism w anglojęzycznej Wikipedii:

en.wikipedia.org / sexism

żeby ująć całą zawartość hasła, obrazek powinien być jakieś 8 razy wyższy. A tak wygląda hasło seksizm w Wikipedii polskojęzycznej:

pl.wikipedia.org / seksizm

jak widać, połowa ekranu się marnuje. Pouczająca jest tzw. dyskusja nad artykułem, zasadniczo nietknięta od października 2009.

Gdy się ją przeczyta, można zrozumieć, czemu nikomu już nie pilno do rozbudowania tego żałosnego stuba do jakoś (jednak) rozleglejszej, wnoszącej wiedzę wersji.

Niniejsza notka powstała jako owoc namysłu nad kwestią: czy polska wikipedia jest, czy też nie jest źródłem (mówiąc kolokwialnie) lolkontentu.

W moim (zob. obie blogrolki) otoczeniu sieciowym bardzo często uznaje się za konieczne podkreślenie – gdy się coś „wikipedycznie” podpiera – że chodzi o anglojęzyczną wiki (czasem francusko– czy niemieckojęzyczną).

No ale co zrobić.


zob. także inny przykład wikipedyjny

10 razy uznano, że da się to czytać

W poniższym szkicu z operetki (sam się przyplątuje Gombro ze swoim prawzorem) najciekawszy jest pomysł. Nie dziwi dobór nazwisk, choć właściwie powinien, z pewnością powinien, a im bardziej się wślepia w ten dobór nazwisk, tym bardziej dziwny wydaje się dobór rzeczywistości, na szczęście nic takiego zbyt mocno nie istnieje. Jak dobór, albo rzeczywistość.

Jacek Krajl jest, jak dotąd, najmłodszym z gościnnie (zasadniczo: bezwiednie i bezzgodnie) występujących tu autorów. Chciałem coś o nim napisać, bo nikt go nie zna (poza tymi, co znają, oczywiście), więc napisałem tę niezbyt mądrą uwagę o wieku. Jest link, kto ciekaw niech skacze. (Gdy tu wreszcie zajrzy – jakoś mam przeczucie, że tak będzie – niech przeczyta o powodzie pierwszym: iwujko, masz za to 7 plusów.) A teraz – bawmy się. Ponuro.

Libretto

Jarosław Kaczyński to sucha, mała koza.
Hanna Gronkiewicz-Waltz to dziupla.
Donald Tusk to krówka ciągutka.
Lech Wałęsa to sierść kota w gulaszu. 

Szymon Majewski to stóg siana.
Zbigniew Boniek to dziurawa cerata w kwadraty. 

Waldemar Pawlak to lekkie pryknięcie przed snem.
Aleksander Kwaśniewski to korek do butelki.
Radosław Sikorski to tubka kleju do drewna.
Bronisław Komorowski to takie białe w kącikach ust. 

Tomasz Jacyków to gitara bez strun.
Mariusz Pudzianowski to korkowa tablica. 

Włodzimierz Cimoszewicz to kulka kurzu na podłodze.
Andrzej Lepper to deska klozetowa z motywem podwodnym.
Janusz Korwin-Mikke to pralka, która odwirowuje.
Janusz Palikot to egzotyczny, wypchany ptak. 

Kuba Wojewódzki to mokra chustka w rękawie.
Jurek Owsiak to konik na biegunach. 

Joanna Senyszyn to łuska ryby.
Zbigniew Ziobro to tanie okulary do czytania.
Grzegorz Napieralski to rower składak.
Ludwik Dorn to lep na muchy. 

Jacek Krajl to pompka rowerowa.

[z maja 2010]

5 razy uznano, że da się to czytać

« Older entries