May 2010

You are currently browsing the monthly archive for May 2010.

Informacja o tej książce wychynęła jakiś czas temu z jakiegoś zakątka sieci; już nie pamiętam, skąd dokładnie. Przyjrzałem się troszkę bliżej i wtedy – zajęła mi wyobraźnię (na podobieństwo „zajętych zatok”).

Chodzi o książkę Tomasza Rakowskiego Łowcy, zbieracze, praktycy niemocy. To nie jest reportaż o trudnym życiu bezrobotnych w paru wybranych obszarach tzw. bezrobocia strukturalnego, to zdecydowanie coś więcej: to próba kategorialnego osaczenia „przesuniętego paradygmatu” (w sensie, powiedzmy, Kuhnowskim). Rakowski jest antropologiem i postępuje w zgodzie z regułami sztuki: zanim weźmie się do opisywania innej kultury, musi stwierdzić jej istnienie. Istnienie odrębnych zwyczajów, społecznych praktyk, poczucia wspólnoty (kulturowej przynależności) – wzorca, na którym (niekoniecznie w sposób uświadomiony, o zwerbalizowaniu nie wspominając) budowana jest inna struktura sensu [egzystencji] niż ta, którą równie nieświadomie podziela społeczność Człowieka Zatrudnionego (czy szerzej: Pracującego, w ramach przezroczystego domyślnego porządku społecznego, w którym praca jest równie oczywista, jak sen, seks czy jedzenie).

Upewnia mnie o tym spis treści tego dzieła, z którego wypiszę parę haseł:

  • antropolog jako wizytator nędzy
  • kultura ubóstwa jako kultura pełnoprawna;
  • wstyd uzewnętrzniony: pusta komunikacja i wewnętrzne widowiska;
  • biedaszyby, kopacze, umiejętności: aktywna wiedza ciała;
  • „wewnętrzny obrót” i rozdrobnienie transakcji;
  • sprawcza alienacja i panowanie nad środowiskiem;
  • samowystarczalność, sub-zystencja: nagromadzenie i przetwarzanie dóbr.

No i oczywiście ta nadrzędna, wskazana już w tytule książki, kategoria praktykowania niemocy, która może okazać się nośna – przeczuwam – w odniesieniu do znacznie szerszej klasy zjawisk niż tylko zbieracko-łowieckie kultury (strukturalnego) bezrobocia.

* * *

Wśród moich znajomych (w tym: sieciowych) nie ma praktycznie nikogo, kto nie dzieli doświadczenia obcości, takiego jak opisane np. przez Olgę Tokarczuk w rozmowie pod dość żałościwym tytułem Proszę o miejsce dla odmieńców.

Jest nas cała cholerna armia ludzi czujących się obco w sferze „normalności” rozpiętej między scyllą neoliberalnego zniewolenia do konsumpcji a charybdą katolicko-narodowego świra. Ale nie mamy prasy, pieniędzy, reprezentacji parlamentarnej; nasze poglądy – nie wystające w zasadzie poza mejnstrim zachodnioeuropejski czy skandynawski – są traktowane jako dewiacja przez dominujący w polskim skansenie kołtuński religio-rynkizm.

I teraz pytanie: jak praktykujemy swoją niemoc?

Niezłe badawcze pole dla antropologa. Badacz Internetu mógłby zająć się na przykład (spod hasła: „ironia broń słabych”) mikro-pospolitymi-ruszonkami środowiska „ttdkn”, które za cel stawiają sobie „tłuczenie buca”, „strollowanie frondziarzy” i podobne akcje obśmiania mentalnego potworka rodem ze wspomnianego skansenu. Ale czy to rzeczywiście zabawne? Mnie się raczej rzuca do oczu podszewka grozy i poczucie beznadziei. Byłażby to zatem jednak jedna z „praktyk niemocy”?

* * *

Jak już mówiłem, mam zajętą wyobraźnię.