Babilasy napadły na mnie „kreative blogger awardem” (dzięki!), będę musiał coś z tym zrobić, ale jeszcze nie wiem co. Na razie zastanawiam się nad frazą z uzasadnienia – o „światach one click away”.
Z przeprowadzki na wordpressa jestem bardzo zadowolony. Z jednym „ale”: jak dotąd nie znalazłem środków na przeniesienie „żywego blogrolla”, który wisi sobie na starym blogu w prawej kolumnie; zaglądam tam parę razy dziennie. To nie takie proste, jeśli chce się zachować rozmaite pożyteczne właściwości tamtego bloggerowego rozwiązania (jakieś podpowiedzi?) – chronologię (blogi z ostatnio dodanymi wpisami wyżej), rozwijalność, info o czasie: diabeł tkwi w szczegółach.
Z dzisiejszej „dostawy” wybieram trzy blogonoty, szczególnie inspirujące. Rzeczywiście, całe światy one click away.
absolutnie fantastyczna
nota ztrewq’a o biotechnowojnach, prowadzonych wewnątrz ludzkiego organizmu, a właściwie wewnątrz całej cholernej kolonii organizmów. Nie-sły-cha-ne!
Potwierdza się po raz tysięczny moja teza, że jeśli ktoś odczuwa głód Prawdziwych Tajemnic, powinien odesłać metafizykę (& religię) do szuflady „antropologia, socjologia, psychologia” i zanurzyć się w tajemnice życia, języka i kosmosu, tam gdzie fedruje nauka. Tu to się dopiero dzieje!
wierzchołkiem góry lodowej
jest nota Ali – wspomnienie o Mim Green (Miriam Dimondstein). Niemal każde zdanie to punkt wyjścia do dalszych podróży.
Niewinna wzmianka o Mińsku czy Pińsku. Proszę włączyć granie:
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
[Zakarya De Pinsk a Minsk]
i jedziemy. Historycznie i chronologicznie: dowcipy o Mińsku i Pińsku to klasyka żydowskiego humoru.
Współcześnie: dwaj Szwedzi (o nazwiskach Claes Pinsky i Pelle Minsky, hm, hm), wsiedli na motor i przez miesiąc w lecie 2009 przejechali od Mińska przez Pińsk do Kaliningradu. Ciekawe (zwłaszcza niektóre) zdjęcia. Anegdoty.
Obrazy i lalki Mim Green. Ala pisze o obrazie Fanya the pinsticker:

Grafika trochę w duchu Emila Nolde – to pokrewieństwo widać wyraźniej, gdy obejrzy się lalki wykonane przez Mim Green.

Emil Nolde, Maskenstilleben
Albo pumpernikel. Pierwsze wzmianki o tym z pochodzenia westfalskim pieczywie zapisano w 1450 roku, niesłychane, kto by pomyślał. I wreszcie znalazłem dodatkowy powód, żeby dowiedzieć się, o co chodzi w reakcji Maillarda (która przemknęła w sieci gdzieś tuż obok mnie parę dni temu, w kontekście[*] obsobaczania jakości żarcia z mikrofali).
ponure rozmyślania
włączają się przy lekturze notki Sporothrix o Afryce i zagrożeniu dla gejów/lesbijek, od głośnej ostatnio Ugandy, po właściwie cały kontynent. Zrobiła research, ciekawy.
Ale w komentarzu podkreśla, że
Nie zgadzam się z takim postawieniem sprawy, bo raz (co już nieraz pisałam) – chrześcijaństwo jest dla mnie religią miłości, a nie zabijania. A dwa – że religia to jedno, a co ludzie robią to drugie.
Aha. Jasne.
zamiast
polemizować, pójdę do noty mrw o hurtowym oglądaniu i dlaczego jest do chrzanu, albo do noty Marcelego o Krakowskim Internecie Mieszczańskim.
See you soon.
[*] kontekst był szerszy, niedokładnie zapamiętałem

da się czytać



Recent Comments