Nie jestem feministką. To proste stwierdzenie faktu: nie jestem feministką, bo jestem feministą. Co to znaczy? To znaczy co najmniej tyle, że rozumiem i wspieram minimum feministyczne:
1. Znacząca społecznie grupa ludzi jest dyskryminowana / doznaje różnorakich krzywd tylko dlatego, że ci ludzie są kobietami.
2. Należałoby coś z tym zrobić.
Często dodaje się punkt 3, postulujący, że same kobiety powinny coś z tym robić. I tu dopiero pojawia się pewna różnica między –tka a –ta, którą polecam wyobraźni czytelników, a sam idę dalej: feminizm jest oczywistą składową bycia cywilizowanym człowiekiem, podobnie jak np. antyrasizm. Kto sądzi inaczej, staje się przedmiotem szyderczego (ale bardzo, wbrew pozorom, głębokiego) bonmotu, który już cytowałem:
Feminizm to radykalne przeświadczenie, że kobieta jest człowiekiem.
Dopóki równanie włączające kobietę do gatunku ludzkiego uważane jest za stanowisko radykalne, dopóty feminizm jest oczywistością.
Biegnę w siedmiomilowych butach, skrótami, bo te sprawy naprawdę były tłumaczone tysiące razy, a sam fakt, że nadal wymagają tłumaczenia, oznacza, że feminizm jest koniecznością. Sprowadza się on – na początek – do dwóch kwestii:
1. równego traktowania
2. prawa wyboru
Pojawienie się tekstu, z którego wynika jawne niezrozumienie powyższych oczywistości, spowodowało, że odezwałem się pod blogonotką drakainy i to (według niej) nieuprzejmie i sarkastycznie (przepraszam). Rzeczywiście, po raz tysięczny i pierwszy łapię się na niejakim szoku poznawczym i reakcji poniekąd emocjonalnej, bo:
Osoba odczuwająca potrzebę podkreślania, że „nie jest feministką”, z mojego punktu widzenia oznajmia: „nie jestem cywilizowanym człowiekiem”.
Drakaina poczuła się urażona zestawieniem jej wyznania z poglądami popularnymi w kręgach korwinistów i dopisała do blogonotki wyjaśnienie. Dobre choć tyle, że odczuwa dyskomfort po takim (moim zdaniem uzasadnionym) porównaniu. Ale pisze w tym dodatku na przykład:
najlepszą metodą na propagowanie większego udziału kobiet w życiu publicznym jest dawanie dobrego przykładu poprzez konkretne działania i współzawodnictwo z mężczyznami
ilustrując tym sprzeciw wobec idei parytetów. Jednak nie widać żadnego powodu, dla którego kobiety miałyby rywalizować z mężczyznami. To znaczy, w idealnym, postulowanym świecie. Nie jest żadną oczywistością konieczność takiej rywalizacji (w sprawach publicznych: niech rywalizują programy i dokonania, nie płcie), to zresztą jedna z głównych przesłanek idei parytetów.
Powtórzę: od bez mała dwudziestu lat w Polsce kwestie powyższe są omawiane i wyjaśniane. Pora by wreszcie przezwyciężyć lenistwo i skonfrontować się z leżącymi na ulicy argumentami. Bo inaczej drakaina, która – jak sama pisze – mogłaby ze względu na życiorys być „ikoną feminizmu”, nadal będzie mylona (po swoich wyznaniach w temacie) z barbarzyńskimi, niesprawnymi umysłowo i nieempatycznymi korwinistami.
-
1. Znacząca społecznie grupa ludzi jest dyskryminowana / doznaje różnorakich krzywd tylko dlatego, że ci ludzie są kobietami.
Tu mam wątpliwości.
Jestem przekonany, że znacząca grupa ludzi jest dyskryminowany między innymi dlatego, że są kobietami, oraz że istnieją ludzie dyskryminowani tylko dlatego, że są kobietami.2. Należałoby coś z tym zrobić.
Veto. Praktyka ostatnich kilkuset lat wykazała, że robienie „czegoś” było prawie zawsze nieskuteczne i szkodliwe. Uważam, że niedziałanie jest *prawie* zawsze lepsze od działania, nie do końca przemyślanego znacznie.
Świat jest taki, że prawie każdy (oprócz garstki magnatów) jest pokrzywdzony i nie naprawimy tego. Należy poprawiać męczące drobiazgi wszędzie tam, gdzie można. Ale program „należy *coś* z tym zrobić” jest wyjątkowo bardzo głupi. I niebezpieczny, dla pokrzywdzonych zwłaszcza.
-
janekr :
Veto. Praktyka ostatnich kilkuset lat wykazała, że robienie „czegoś” było prawie zawsze nieskuteczne i szkodliwe. Uważam, że niedziałanie jest *prawie* zawsze lepsze od działania, nie do końca przemyślanego znacznie.
Pewnie. Co wolny rynek mógłby szast-prast załatwić pożyteczni idioci jak Lincoln, King czy Warren. Samoby się załatwiło.
@ nameste
Twój komentarz był niezwykle uprzejmy. Przyznam, że mnie wpis, do którego odsyłasz wkurwił i to z samego rana. „Murzyni są lepszymi biegaczami, a kobiety lepiej rodzą dzieci niż mężczyźni.” No no rzesz... -
miało być, że pożyteczni idioci tylko zepsuli.
-
@nameste
Nicnierobienie oznacza zgodę na status quo.
Niby dlaczego?
Ja się z wieloma rzeczami ze status quo dogłębnie nie zgadzam, a nic nie robię, gdyż nie mam możliwości.@barista
Co wolny rynek mógłby szast-prast załatwić
Niektórym się wszystko kojarzy... Czy ja napisałem choć słowo o wolnym rynku, który cokolwiek załatwi?
Błyskawiczne klasyfikowanie rozmówców i wpychanie ich bez żadnych podstaw do unielubionej kategorii to cecha... powiedzmy zapalczywej młodości.
Owszem, postawa: „Ta [wybrać ulubioną krzywdę] sprawa jest bardzo poważna i musimy *coś* zrobić. Nieważne, że nieskutecznie, byle robić” jest typowa dla niedojrzałej lewicy. -
@mrw
No jakże, a przecież NARZEKASZ.
Jaaa??? Narzekam???? Gdzie?!?!111ONE!ONE1ONE?
BTW jak określiłbyś feminizm, który ogranicza się li tylko do narzekania? Czy jesteś pewien, że wypełniłoby to Drugi Postulat Namestego „Należałoby coś z tym zrobić”?
-
Aha. Jeszcze dla rozjaśnienia, a także na pohybel takim różnym, co klasyfikują szybciej niż myślą — jestem ZA parytetami w takiej formie, jaka jest obecnie proponowana.
-
@janekr
Veto. Praktyka ostatnich kilkuset lat wykazała, że robienie „czegoś” było prawie zawsze nieskuteczne i szkodliwe.
Zaraz, bo nie chwytam. To jak z tym Lincolnem i Kingiem, czy prawem wyborczym kobiet, czy małżeństwami gejowskimi? To się zrobiło z nieróbstwa?
@autor
współzawodnictwo z mężczyznami
Ja bym powiedział, że to stwierdzenie definiuje role kobiet (i mężczyzn) poprzez ich płeć, jest przeto z gruntu antyfeministyczne, czy antyrównuprawnieniowopłciowe (co w praktyce wychodzi na to samo).
-
miskidomleka :
@janekr
Veto. Praktyka ostatnich kilkuset lat wykazała, że robienie „czegoś” było prawie zawsze nieskuteczne i szkodliwe.Zaraz, bo nie chwytam. To jak z tym Lincolnem i Kingiem, czy prawem wyborczym kobiet, czy małżeństwami gejowskimi? To się zrobiło z nieróbstwa?
Toż napisałem „*prawie* zawsze”. Co zostawia margines na w/w wspomniane...
-
miskidomleka :
To które są te pozostałe, te „prawie zawsze”?
Wielka Socjalistyczna Rewolucja Październikowa?
-
janekr :
Ja się z wieloma rzeczami ze status quo dogłębnie nie zgadzam, a nic nie robię, gdyż nie mam możliwości.
Niektórym się wszystko kojarzy... Czy ja napisałem choć słowo o wolnym rynku, który cokolwiek załatwi?
Aha, czyli się ze „status quo dogłębnie nie zgadzasz” i niezgadzając się czekasz aż się samo zmieni na korzyść. Coś mi się wydaje, że różne status quo budzą naszą dogłębną niezgodę. Dlatego — tak trzymaj!
Co do niewidzialnej ręki, to wybacz — z daleka patrząc łatwo się pomylić — jak to mówią, nie każdy głupiec jest konserwatystą, ale każdy konserwatysta głupcem ;)
-
barista :
Aha, czyli się ze „status quo dogłębnie nie zgadzasz” i niezgadzając się czekasz aż się samo zmieni na korzyść
A ten obłąkany wniosek skąd?
Nie zgadzam się, wiem, że się nigdy nie zmieni, a w każdym razie nie za sprawą moich wysiłków, więc nic nie robię, na nic nie czekam i nawet nie narzekam.
Czy wiesz jak mnie męczy niemożność oglądania filmów w tv za sprawą ohydnego lektora? A jednak nie zakładam stowarzyszenia „pro napisy”, bo to i tak nic nie da...miskidomleka :
OK, to jedno.
Nooo... taki Mahatma Gandhi — czy biorąc pod uwagę wszystkie uwarunkowania w ostatecznym rozrachunku Hindusom jest lepiej w trzech niepodległych państwach niż byłoby w Imperium Brytyjskim?
Jest takie powiedzonko, które słyszałem chyba w setkach wersji w różnych książkach i filmach:
Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym,
czego nie jestem w stanie zmienić.
Daj mi siłę, bym zmienił to, co zmienić mogę.
I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego.Mój wariant jest taki:
Daj mi cierpliwość, siłę, mądrość i wszystko inne co jest niezbędne,
abym zdołał się powstrzymać nawet przed próbą
zmieniania czegokolwiek, co akurat przypadkiem zmienić mógłbym. -
A ja nie jestem feministą, bo jestem *postfeministą*.
To znaczy uważam, że problem dyskryminacji kobiet jako problem ogólnospołeczny *już nie istnieje*.
Istnieją poszczególne, pojedyncze problemy — np. firma X czy Y, która zatrudni raczej męzczyzne niż kobietę, albo płaci więcej mężczyźnie niż kobiecie, ale moim [zdaniem] nie ma *powszechnie panującego, ogólnospołecznego przekonania* że kobieta jest kimś „gorszym” i mniej jej się należy. A zatem nie ma powodu do istnienia feminizmu jako ruchu czy ideologii.
Ja promuje i pochwalam cos, co nazywa się gender-blindness. Poza sferą kontaktów towarzyskich (o erotycznych już nie wspominając ;)), w normalnych relacjach społecznych płeć po prostu ma nie istnieć. Szef jest szefem, pracownik pracownikiem, polityk politykiem, policjant policjantem — niezależnie od płci. I gdyby taką postawę propagowały feministki — zamiast wciąż podkreślać płciowe podziały — przyklasnąłbym im z ochotą... -
raj :
A ja nie jestem feministą, bo jestem *postfeministą*.
To znaczy uważam, że problem dyskryminacji kobiet jako problem ogólnospołeczny *już nie istnieje*.Wishful thinking. W ogóle ja sięgnę do oczywistej rzeczy, ale dopóty nie będziemy mogli spokojnie zasnąć (nawet jako ci „postfeminiści” w twoim rozumieniu, czyli że, tak sparafrazuję, dyskryminacja kobiet jako takich została zdekonstruowana w nieskończone serie indywidualnych przypadków dyskryminacji, a walka z nierównością w społeczeństwie została zdekonstruowana w nieskończenie rozszerzalne serie bitew przeciw określonym działaniom dyskryminacyjnym), dopóki w użyciu będzie nasz język, jakim się dziś posługujemy. Traktowanie kobiecości w języku polskim jest ohydne. Czuję nieracjonalny wstyd, że używam na codzień tego samego języka, w którym istnieją struktury tak poniżające kobiety.
-
@nameste: stronę, do której mnie odsyłasz, jak i inne strony feministyczne znam. Najbardziej delikatne określenie, jakim bym je nazwał to „fanatyczne”.
@fan-terlika: Ty również prezentujesz fanatyzm.
Nigdy nie zrozumiem i nie uznam Waszych argumentów, bo ja jestem wychowany w kulturze hakerskiej :). My nigdy nie zwracaliśmy uwagę na płeć, tylko na to jak dobry ktoś jest w tym co robi. I to, ze Asia Rutkowska jest kobietą, a lcamtuf mężczyzną, nie ma żadnego znaczenia dla faktu, że oboje jako hakerzy są znakomici :).
-
Aha, i radze poczytać: http://www.ap.krakow.pl/~raj/hacker-howto.html — może wtedy wy zrozumiecie mój punkt widzenia... :)





31 comments
Comments feed for this article
trackback link: http://nameste.litglog.org/2010/03/nie-jestem-feministka/trackback/