January 2010

You are currently browsing the monthly archive for January 2010.

W „Krytyce Politycznej” 19/2009 trójgłos recenzyjny z książki Magdaleny Grochowskiej Jerzy Giedroyc. W tekście Redaktor zamilczany na śmierć Anna Delick (Sztokholm) pisze:

Redaktor wstydził się III RP, tych latynoskich kontrastów, istnienia tych czterdziestu procent Polaków żyjących poniżej minimum socjalnego, głodnych dzieci (a w domach dziecka wręcz niedożywionych) czy ludzi, którzy nie wykupują recept nawet w wypadku poważnych chorób, sytuacji mieszkaniowej na poziomie Rumunii, wielkich, charakterystycznych tylko dla Trzeciego Świata różnic cywilizacyjnych między dużymi aglomeracjami a peryferiami itd.

I zwierza się:

Rozumiem świetnie to uczucie. Nie jestem w ogóle związana z Polską, której nie lubię, zwłaszcza za formę płytkiego, czysto obrzędowego katolicyzmu (w dodatku generującego nieufność wobec świata), za niewiarygodny rasizm mieszkańców i ich autorytarną osobowość (popularność Ziobry!), nie mam w Polsce nikogo bliskiego, nie mam polskiego obywatelstwa, a też poczułam rumieniec na policzkach, gdy koleżanka z pracy, Szwedka, opowiedziała mi następującą historię. Będąc służbowo w Warszawie, pojechała z szoferem-tłumaczem na mazowiecką prowincję. Dzień był gorący, kupiła w sklepiku w małej miejscowości wodę mineralną, a po wyjściu jakaś dziewczynka w wieku 10–12 lat poprosiła ją o kupienie bułki. Sądzę, że trzeba właśnie żyć w innym kraju, aby zrozumieć, dlaczego Redaktor wstydził się III RP.

Kilkanaście akapitów dalej:

Zupełnie prorocze były też słowa, które Redaktor wypowiedział na początku roku 1975 w sławnym wywiadzie dla „Aneksu”: „Rewolucję robią robotnicy, nikt inny. A rewolucja zwycięża, gdy popiera ją inteligencja. To jest abecadło. Inna sprawa, że ci robotnicy są później nabijani w butelkę [...]”. Jerzy Giedroyc i tak miał szczęście, że nie dożył czasów, gdy w gazecie Adama Michnika protestujących stoczniowców opisuje się piórem Witolda Gadomskiego za pomocą inwektyw zaczerpniętych z arsenału PRL-owskiej „Trybuny Ludu”.

Jeszcze jeden urywek:

Niepokoiło go, że opozycja przywiązuje do tego [do procesu zaniku w Polsce refleksji politycznej] małą wagę, i na poziomie wysokiej abstrakcji, i planów konkretnych rozwiązań szczegółowych. W latach 1982–1988 opozycja miała już sporo pieniędzy, ale homerycki śmiech budziły pomysły Redaktora, że na wypadek odzyskania niepodległości trzeba tworzyć zespoły fachowców rozpracowujących poszczególne problemy. Mówiono, że „stary zwariował”, przecież wszystkim wiadomo, że ma być tak, jak na Zachodzie. Wynikało to oczywiście z niedouczenia polskich elit, które wówczas niewiele wiedziały o kapitale społecznym lub kulturowym, o zależności „ścieżki rozwoju” od kulturowego wzorca.
[podkr. moje – n.]

Tekst Anny Delick przypomniał mi się, gdy przeczytałem na blogu WO jego zwierzenie o przełomie 1989 roku:

Moje pokolenie teoretycznie mogło wszystko, bo byliśmy jak pionierzy zaludniający Dziki Zachód. A jednak nasze wybory były zdumiewająco powtarzalne: praktycznie wszyscy (ja też) za ideał dobrego życia uważaliśmy jakieś wcielenie wariantu lajfstajlu amerykańskiej klasy średniej zapamiętanego z filmów i seriali. Niewielu z nas decydowało się na coś radykalnie antymieszczańskiego, typu rzucić wszystko i łowić perły.

Jeśli spojrzeć na to, jak wyglądają nawet te „dość ekstremalne sytuacje”, to uderzające jest właśnie to, jak mało są one ekstremalne. Moja hipoteza: byliśmy bardzo silnie enkulturowani nie przez rodzinę, ale przez oglądaną z wypiekami na twarzach zachodnią popkulturę. Śledziliśmy w niej nie tylko akcję filmu, ale też całe tło – jako instruktaż „jak wygląda przyzwoite życie”.

[podkr. moje; cytat stąd, komentarz z 2010/01/06 14:06:00]

I tego trzyma się do dziś, nie będąc – to zrozumiałe – odosobniony.

Newer entries »