<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Comments on: podszewki dyskursu – 2</title>
	<atom:link href="http://nameste.litglog.org/2009/11/podszewki-dyskursu-2/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://nameste.litglog.org/2009/11/podszewki-dyskursu-2/</link>
	<description>b·l·o·g</description>
	<lastBuildDate>Sat, 04 Sep 2010 22:34:55 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.1</generator>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
		<item>
		<title>By: nameste</title>
		<link>http://nameste.litglog.org/2009/11/podszewki-dyskursu-2/comment-page-1/#comment-2204</link>
		<dc:creator>nameste</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 14 Nov 2009 08:15:29 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://nameste.litglog.org/?p=459#comment-2204</guid>
		<description>&lt;b&gt;vierablu&lt;/b&gt;:
&lt;blockquote&gt;Nie powiedziałabym tego jednak o rynku&lt;/blockquote&gt;
To wina skrótów myślowych. Mit „karleje”, gdy przestaje generować nadzieje, bo/i coraz bardziej jest przesłaniany przez rzeczywistość. Więc np. „Bóg skarlał do Kościoła” w tym sensie, że „lud boży”, dławiony wcześniej przez komucha (i mimo to odzyskujący swą hm, godność na mszach papieskich podczas kolejnych pielgrzymek JP2 i wreszcie – zdawać by się mogło – ostatecznie w „S”), nie wytrwał w „wysokim C”, a jego hm, pasterze błyskawicznie dali się poznać jako architekci polityki imperialnej. Więc etos „S” jest pojęciem historycznym (nadal zajadle demontowanym przez tych czy innych lustratorów i tropicieli żydokomuny), a rzesze tych, którzy odmawiali rozpatrywania działań polskiego KRK w kategoriach polityki, władzy i majątku – dramatycznie zrzedły.

Mit rynku, którego niewidzialna ręka i ozdrowieńcze (ekonomicznie) mechanizmy przyniosą powszechne szczęście &amp; dostatek, też błyskawicznie padł pod naporem nowej rzeczywistości społecznej.

Tym niemniej, obydwa te mity nadal „rządzą” w tym sensie, że przedstawiane są jako bezalternatywna konieczność dziejowa (gdy tymczasem dwa pozostałe poszły się... kochać).

&lt;blockquote&gt;Coś mi nie do końca wyszło z tym pogrubieniem…&lt;/blockquote&gt;
Na szczęście wreszcie mogę poprawić (thx, WordPress :)</description>
		<content:encoded><![CDATA[<span id="co_2204"><p><b>vierablu</b>:</p>
<blockquote><p>Nie powiedziałabym tego jednak o rynku</p></blockquote>
<p>To wina skrótów myślowych. Mit „karleje”, gdy przestaje generować nadzieje, bo/i coraz bardziej jest przesłaniany przez rzeczywistość. Więc np. „Bóg skarlał do Kościoła” w tym sensie, że „lud boży”, dławiony wcześniej przez komucha (i mimo to odzyskujący swą hm, godność na mszach papieskich podczas kolejnych pielgrzymek JP2 i wreszcie – zdawać by się mogło – ostatecznie w „S”), nie wytrwał w „wysokim C”, a jego hm, pasterze błyskawicznie dali się poznać jako architekci polityki imperialnej. Więc etos „S” jest pojęciem historycznym (nadal zajadle demontowanym przez tych czy innych lustratorów i tropicieli żydokomuny), a rzesze tych, którzy odmawiali rozpatrywania działań polskiego KRK w kategoriach polityki, władzy i majątku – dramatycznie zrzedły.</p>
<p>Mit rynku, którego niewidzialna ręka i ozdrowieńcze (ekonomicznie) mechanizmy przyniosą powszechne szczęście &amp; dostatek, też błyskawicznie padł pod naporem nowej rzeczywistości społecznej.</p>
<p>Tym niemniej, obydwa te mity nadal „rządzą” w tym sensie, że przedstawiane są jako bezalternatywna konieczność dziejowa (gdy tymczasem dwa pozostałe poszły się... kochać).</p>
<blockquote><p>Coś mi nie do końca wyszło z tym pogrubieniem…</p></blockquote>
<p>Na szczęście wreszcie mogę poprawić (thx, WordPress :)</p>
</span><div class="comment-toolbar" style="text-align: right"><a href="#comment" onclick="CF_Reply('2204','nameste'); return false;">reply</a>   <a href="#comment" onclick="CF_Quote('2204','nameste'); return false;">quote</a></div>]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: vierablu</title>
		<link>http://nameste.litglog.org/2009/11/podszewki-dyskursu-2/comment-page-1/#comment-2203</link>
		<dc:creator>vierablu</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 13 Nov 2009 21:46:26 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://nameste.litglog.org/?p=459#comment-2203</guid>
		<description>Coś mi nie do końca wyszło z tym pogrubieniem...</description>
		<content:encoded><![CDATA[<span id="co_2203"><p>Coś mi nie do końca wyszło z tym pogrubieniem...</p>
</span><div class="comment-toolbar" style="text-align: right"><a href="#comment" onclick="CF_Reply('2203','vierablu'); return false;">reply</a>   <a href="#comment" onclick="CF_Quote('2203','vierablu'); return false;">quote</a></div>]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: vierablu</title>
		<link>http://nameste.litglog.org/2009/11/podszewki-dyskursu-2/comment-page-1/#comment-2202</link>
		<dc:creator>vierablu</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 13 Nov 2009 21:45:26 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://nameste.litglog.org/?p=459#comment-2202</guid>
		<description>&lt;i&gt;Historia dwudziestolecia jest zarazem historią krachu tych filarów. &lt;b&gt;Bóg&lt;/b&gt; skarlał do Kościoła. &lt;b&gt;Rynek&lt;/b&gt; – „Balcerowicz” nie chciał odejść – do neoliberalizmu i rosnącej roli globalnej korporacji; utowarowiono pracę, próby utowarowienia zdrowia i ubezpieczeń społecznych są zaawansowane, itd. &lt;b&gt;Edukacja&lt;/b&gt; skarlała do lustracji z jednej, a interesu – z drugiej strony. &lt;b&gt;Obywatel&lt;/b&gt; zaś, tam gdzie nie „załatwiły go” trzy krachy wymienione przed chwilą, zredukował się do konsumenta i przedmiotu zarządzania przez polityczno-medialne symulakrum. &lt;/i&gt;

Bóg owszem, skarlał. Nie powiedziałabym tego jednak o rynku, moim zdaniem to jedyna noga, która urosła, w postaci czystej (prawie), tzn. w postaci &quot;niewidzialnej ręki&quot;, generującej obojętną wszystkim podklasę.
Nie takiego rynku potrzebowaliśmy (i potrzebujemy), wielu o tym wiedziało już dawno, ale nie chciano ich słuchać, bo ingerencja państwa w rynek za bardzo się kojarzyła z dopiero co obalonym systemem.
Edukacja nie wyposaża nawet w podstawowe narzędzia niezbędne do życia w &quot;zwycięskim&quot;, w miarę szczęśliwym społeczeństwie, w którym możliwe byłoby najważniejsze, a mianowicie nadanie obywatelowi podmiotowości. 

Ja bym chyba nawet wyrzuciła tego Boga z listy nóg, bo jego skarlenie jest chyba raczej rezultatem zawalenia pozostałych trzech.

No i dziękuję za polecenie interesującej lektury.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<span id="co_2202"><p><i>Historia dwudziestolecia jest zarazem historią krachu tych filarów. <b>Bóg</b> skarlał do Kościoła. <b>Rynek</b> – „Balcerowicz” nie chciał odejść – do neoliberalizmu i rosnącej roli globalnej korporacji; utowarowiono pracę, próby utowarowienia zdrowia i ubezpieczeń społecznych są zaawansowane, itd. <b>Edukacja</b> skarlała do lustracji z jednej, a interesu – z drugiej strony. <b>Obywatel</b> zaś, tam gdzie nie „załatwiły go” trzy krachy wymienione przed chwilą, zredukował się do konsumenta i przedmiotu zarządzania przez polityczno-medialne symulakrum. </i></p>
<p>Bóg owszem, skarlał. Nie powiedziałabym tego jednak o rynku, moim zdaniem to jedyna noga, która urosła, w postaci czystej (prawie), tzn. w postaci „niewidzialnej ręki”, generującej obojętną wszystkim podklasę.<br />
Nie takiego rynku potrzebowaliśmy (i potrzebujemy), wielu o tym wiedziało już dawno, ale nie chciano ich słuchać, bo ingerencja państwa w rynek za bardzo się kojarzyła z dopiero co obalonym systemem.<br />
Edukacja nie wyposaża nawet w podstawowe narzędzia niezbędne do życia w „zwycięskim”, w miarę szczęśliwym społeczeństwie, w którym możliwe byłoby najważniejsze, a mianowicie nadanie obywatelowi podmiotowości. </p>
<p>Ja bym chyba nawet wyrzuciła tego Boga z listy nóg, bo jego skarlenie jest chyba raczej rezultatem zawalenia pozostałych trzech.</p>
<p>No i dziękuję za polecenie interesującej lektury.</p>
</span><div class="comment-toolbar" style="text-align: right"><a href="#comment" onclick="CF_Reply('2202','vierablu'); return false;">reply</a>   <a href="#comment" onclick="CF_Quote('2202','vierablu'); return false;">quote</a></div>]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: szekina</title>
		<link>http://nameste.litglog.org/2009/11/podszewki-dyskursu-2/comment-page-1/#comment-2200</link>
		<dc:creator>szekina</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 12 Nov 2009 10:07:34 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://nameste.litglog.org/?p=459#comment-2200</guid>
		<description>Nameste,
No tak, tożsamość narodowa jest po stronie konstrukcji ideologicznych ale jednocześnie jest realnie instniejącym konstruktem - wpływającym na podejmowane działania i na makro i mikro skali. Przynajmniej pozornie, no działania te wydają się mieć u źródła często coś zupełnie innego. Problemem jest odmowa przyglądania się temu co u podłoża i pozostawanie na poziomie tego pojęcia jako realnego bytu - to chyba miałam na myśli mówiąc o sztywnej tożsamości. A bardziej realna tożsamość kulturowa - tu się już u nas zaczynają schody - jeżeli się weźmie pod uwagę wcześniejszą wielonarodowość i zmienne granice. Pewnie &quot;spójna kultura&quot; jest pojęciem z natury niemożliwym, ale pozostaje pytanie, czemu jest tak mocno chciana?

O byciu kibicem musiałabym więcej - i pomyśleć i napisać. Na razie tylko jedno - ja rozumiem to na dwóch polach: jedno, to Czaplińskiego (odkrywcze dla mnie) a drugie w terminie niezaangażowania połączonego z rozczarowaniem. To taki bierny kibic, który mówi: &quot;To okropne, co widzę. Nic nie mam z tym wspólnego. To nie dotyczy mnie&quot;, co znam ze swojego wcześniejszego podjeścia do spraw o szerszym zakresie. Obie postawy wydają się być w gruncie rzeczy obroną. I przynoszą komfort za cenę dyskomfortu, któremu można zaprzeczyć.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<span id="co_2200"><p>Nameste,<br />
No tak, tożsamość narodowa jest po stronie konstrukcji ideologicznych ale jednocześnie jest realnie instniejącym konstruktem — wpływającym na podejmowane działania i na makro i mikro skali. Przynajmniej pozornie, no działania te wydają się mieć u źródła często coś zupełnie innego. Problemem jest odmowa przyglądania się temu co u podłoża i pozostawanie na poziomie tego pojęcia jako realnego bytu — to chyba miałam na myśli mówiąc o sztywnej tożsamości. A bardziej realna tożsamość kulturowa — tu się już u nas zaczynają schody — jeżeli się weźmie pod uwagę wcześniejszą wielonarodowość i zmienne granice. Pewnie „spójna kultura” jest pojęciem z natury niemożliwym, ale pozostaje pytanie, czemu jest tak mocno chciana?</p>
<p>O byciu kibicem musiałabym więcej — i pomyśleć i napisać. Na razie tylko jedno — ja rozumiem to na dwóch polach: jedno, to Czaplińskiego (odkrywcze dla mnie) a drugie w terminie niezaangażowania połączonego z rozczarowaniem. To taki bierny kibic, który mówi: „To okropne, co widzę. Nic nie mam z tym wspólnego. To nie dotyczy mnie”, co znam ze swojego wcześniejszego podjeścia do spraw o szerszym zakresie. Obie postawy wydają się być w gruncie rzeczy obroną. I przynoszą komfort za cenę dyskomfortu, któremu można zaprzeczyć.</p>
</span><div class="comment-toolbar" style="text-align: right"><a href="#comment" onclick="CF_Reply('2200','szekina'); return false;">reply</a>   <a href="#comment" onclick="CF_Quote('2200','szekina'); return false;">quote</a></div>]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: nameste</title>
		<link>http://nameste.litglog.org/2009/11/podszewki-dyskursu-2/comment-page-1/#comment-2199</link>
		<dc:creator>nameste</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 12 Nov 2009 06:46:23 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://nameste.litglog.org/?p=459#comment-2199</guid>
		<description>&lt;b&gt;@ szekina&lt;/b&gt;:
Ten mój wtręt o czterech filarach rozgrywa się, oczywiście, na planie mitosfery. Więc choć rok 1989 (podobnie jak 1980-81) był czasem szczególnego nasilenia i hm, jawnego występowania zwykle bytujących „u podszewki” mitów, to przecież należy pamiętać o metaforycznym wymiarze takich – czy podobnych – mitosferycznych konstatacji.

„Tożsamość narodowa” jest w całości po stronie konstrukcji ideologicznych. Kiedy się pod nią podłoży coś bardziej realnego, np. „tożsamość kulturową” (z osiową kategorią języka, a nie „krwi”), zaraz się ujawnia &lt;b&gt;wielorakość&lt;/b&gt; wewnętrzna możliwego desygnatu takiego pojęcia. Można z sensem mówić o „spójnej kulturze”?

A bycie kibicem – kogo kusi, tego kusi ;) Warto też pytać, czemu kusi. Czemu?</description>
		<content:encoded><![CDATA[<span id="co_2199"><p><b>@ szekina</b>:<br />
Ten mój wtręt o czterech filarach rozgrywa się, oczywiście, na planie mitosfery. Więc choć rok 1989 (podobnie jak 1980–81) był czasem szczególnego nasilenia i hm, jawnego występowania zwykle bytujących „u podszewki” mitów, to przecież należy pamiętać o metaforycznym wymiarze takich – czy podobnych – mitosferycznych konstatacji.</p>
<p>„Tożsamość narodowa” jest w całości po stronie konstrukcji ideologicznych. Kiedy się pod nią podłoży coś bardziej realnego, np. „tożsamość kulturową” (z osiową kategorią języka, a nie „krwi”), zaraz się ujawnia <b>wielorakość</b> wewnętrzna możliwego desygnatu takiego pojęcia. Można z sensem mówić o „spójnej kulturze”?</p>
<p>A bycie kibicem – kogo kusi, tego kusi ;) Warto też pytać, czemu kusi. Czemu?</p>
</span><div class="comment-toolbar" style="text-align: right"><a href="#comment" onclick="CF_Reply('2199','nameste'); return false;">reply</a>   <a href="#comment" onclick="CF_Quote('2199','nameste'); return false;">quote</a></div>]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: szekina</title>
		<link>http://nameste.litglog.org/2009/11/podszewki-dyskursu-2/comment-page-1/#comment-2198</link>
		<dc:creator>szekina</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 11 Nov 2009 23:24:01 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://nameste.litglog.org/?p=459#comment-2198</guid>
		<description>A jednak kusząca to bardzo wizja - definiowania wolności jako antytezy sytuacji zniewolenia - a nie jako zadania do zrealizowania (pewnie jakoś zrozumiała z racji wszystkich opresji, w które w ostatnich wiekach popadaliśmy), wróg, czy opresor ma tu swoje przydatne zastosowanie, uwalniając z wszystkich rzeczy nie do końca opisanych, czy rozładowując nierozwiązane konflikty. Idę sobie tym tropem, bo od dłuższego czasu zaciekawia mnie skąd takie nasilenie i uparte utrzymywanie się u nas potrzeby wroga czy też zdefiniowanego &quot;Innego&quot;. Maria Janion w &quot;Bohater, spisek, śmierć&quot; pisze o potrzebie zamaskowania niespójności - niemożliwej spójności - projektu tożsamości narodowej. Być może im słabsza tożsamość, tym sztywniejszy i zacieklej broniony projekt? Z własnych doświadczeń grupowych wiem, że jeżeli tylko zbierze się wokół jakiegoś zadania grupa względnie niejednorodna, którą jedynie na powierzchni łączy wspólny cel schemat ten odgrywa się prędzej czy później, z zaskakującym podobieństwem do tego, co widać w mediach.

I jeszcze z innej beczki - trudna to jednak konfrontacja gorących nadziei z czasów przełomu i nieoczekiwanych wyzwań i rozczarowania związanego z wymogami sytuacji w której się znaleźliśmy po nim. Mam wrażenie, że w najczęściej problem tego kontrastu rozwiązywany jest przez zrywanie ciągłości, potocznie mówiąc - krótką pamięć. Samej czasem trudno mi przypomnieć sobie jako to było. Jest tylko teraz i jakieś odległe historyczne (dokonane) &quot;kiedyś&quot;.

Bycie kibicem też kusi.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<span id="co_2198"><p>A jednak kusząca to bardzo wizja — definiowania wolności jako antytezy sytuacji zniewolenia — a nie jako zadania do zrealizowania (pewnie jakoś zrozumiała z racji wszystkich opresji, w które w ostatnich wiekach popadaliśmy), wróg, czy opresor ma tu swoje przydatne zastosowanie, uwalniając z wszystkich rzeczy nie do końca opisanych, czy rozładowując nierozwiązane konflikty. Idę sobie tym tropem, bo od dłuższego czasu zaciekawia mnie skąd takie nasilenie i uparte utrzymywanie się u nas potrzeby wroga czy też zdefiniowanego „Innego”. Maria Janion w „Bohater, spisek, śmierć” pisze o potrzebie zamaskowania niespójności — niemożliwej spójności — projektu tożsamości narodowej. Być może im słabsza tożsamość, tym sztywniejszy i zacieklej broniony projekt? Z własnych doświadczeń grupowych wiem, że jeżeli tylko zbierze się wokół jakiegoś zadania grupa względnie niejednorodna, którą jedynie na powierzchni łączy wspólny cel schemat ten odgrywa się prędzej czy później, z zaskakującym podobieństwem do tego, co widać w mediach.</p>
<p>I jeszcze z innej beczki — trudna to jednak konfrontacja gorących nadziei z czasów przełomu i nieoczekiwanych wyzwań i rozczarowania związanego z wymogami sytuacji w której się znaleźliśmy po nim. Mam wrażenie, że w najczęściej problem tego kontrastu rozwiązywany jest przez zrywanie ciągłości, potocznie mówiąc — krótką pamięć. Samej czasem trudno mi przypomnieć sobie jako to było. Jest tylko teraz i jakieś odległe historyczne (dokonane) „kiedyś”.</p>
<p>Bycie kibicem też kusi.</p>
</span><div class="comment-toolbar" style="text-align: right"><a href="#comment" onclick="CF_Reply('2198','szekina'); return false;">reply</a>   <a href="#comment" onclick="CF_Quote('2198','szekina'); return false;">quote</a></div>]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>
