<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Comments on: opracowywanie przeszłości</title>
	<atom:link href="http://nameste.litglog.org/2009/11/opracowywanie-przeszlosci/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://nameste.litglog.org/2009/11/opracowywanie-przeszlosci/</link>
	<description>b·l·o·g</description>
	<lastBuildDate>Sat, 04 Sep 2010 19:25:40 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.1</generator>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
		<item>
		<title>By: nameste</title>
		<link>http://nameste.litglog.org/2009/11/opracowywanie-przeszlosci/comment-page-1/#comment-2517</link>
		<dc:creator>nameste</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 26 Jan 2010 07:55:49 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://nameste.litglog.org/?p=449#comment-2517</guid>
		<description>Związana tematycznie &lt;a href=&quot;http://blogali.wordpress.com/2010/01/25/nostalgie-rafala-betlejewskiego/&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;dyskusja na &lt;b&gt;bloguali&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<span id="co_2517"><p>Związana tematycznie <a href="http://blogali.wordpress.com/2010/01/25/nostalgie-rafala-betlejewskiego/" rel="nofollow">dyskusja na <b>bloguali</b></a>.</p>
</span><div class="comment-toolbar" style="text-align: right"><a href="#comment" onclick="CF_Reply('2517','nameste'); return false;">reply</a>   <a href="#comment" onclick="CF_Quote('2517','nameste'); return false;">quote</a></div>]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: andsol</title>
		<link>http://nameste.litglog.org/2009/11/opracowywanie-przeszlosci/comment-page-1/#comment-2195</link>
		<dc:creator>andsol</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 10 Nov 2009 23:50:33 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://nameste.litglog.org/?p=449#comment-2195</guid>
		<description>@&lt;b&gt;szekina&lt;/b&gt;: natura użytej technologii wymusza czasami milczenie. Nie tak często ma się gotową (czyli: zwerbalizowaną) refleksję na gigantyczne tematy, a uwagi niedopracowane byłyby paplaniem, w tym kontekście niewybaczalnym. Przypuszczalnie jestem jeszcze jednym z wielu, którzy do Ciebie witają i z ciężkim westchnieniem odchodzą bez słowa. Aha, to jeden z nielicznych blogów ujawniających podkład &quot;psychologia i pobliskie&quot;, który pokazuje po co rzecz istnieje i że jest potrzebna.

@&lt;b&gt;nameste&lt;/b&gt;: wśród Twoich ważnych słów są &lt;i&gt;empatia&lt;/i&gt; oraz &lt;i&gt;utrata&lt;/i&gt;. Przy podobnych rozmowach zawsze odnoszę wrażenie, że w cieniu stoi inne, trudne, być może beznadziejnie skomplikowane: &lt;i&gt;sprawiedliwość&lt;/i&gt;. Z przyzwyczajeń wnoszonych przez naukę ciągi &quot;przyczyna - skutek&quot; chcemy powiązać ze słowami &quot;sens, zrozumienie&quot;... Chyba nie tyle dla oswojenia zjawisk co dla obrony całego kompleksu pojęć (uczciwość, dobro, i takie tam inne, z filozofii i z codzienności), który globalnie wali się gdy brak tego zrozumienia. Sprawiedliwość by była taką łyżką przenoszącą substancje z jednej szali na drugą. Jeśli jej nie ma, można na nią czekać. Ale jeśli zaczynam wątpić w  samo jej istnienie... Może to dlatego te mściwe religijne rojenia, bo skoro jest pamięć, a nie ma tu sprawiedliwości, to niech nadnaturalne zjawiska ją przyniosą.

Nie wierzę w nią, bo ludzkość jej nigdy nie wymyśliła. Nikt nie powiedział jak oddać życie ofierze. Mówi się tylko jak je odebrać winnemu. Sprawiedliwość zniszczeń.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<span id="co_2195"><p>@<b>szekina</b>: natura użytej technologii wymusza czasami milczenie. Nie tak często ma się gotową (czyli: zwerbalizowaną) refleksję na gigantyczne tematy, a uwagi niedopracowane byłyby paplaniem, w tym kontekście niewybaczalnym. Przypuszczalnie jestem jeszcze jednym z wielu, którzy do Ciebie witają i z ciężkim westchnieniem odchodzą bez słowa. Aha, to jeden z nielicznych blogów ujawniających podkład „psychologia i pobliskie”, który pokazuje po co rzecz istnieje i że jest potrzebna.</p>
<p>@<b>nameste</b>: wśród Twoich ważnych słów są <i>empatia</i> oraz <i>utrata</i>. Przy podobnych rozmowach zawsze odnoszę wrażenie, że w cieniu stoi inne, trudne, być może beznadziejnie skomplikowane: <i>sprawiedliwość</i>. Z przyzwyczajeń wnoszonych przez naukę ciągi „przyczyna — skutek” chcemy powiązać ze słowami „sens, zrozumienie”... Chyba nie tyle dla oswojenia zjawisk co dla obrony całego kompleksu pojęć (uczciwość, dobro, i takie tam inne, z filozofii i z codzienności), który globalnie wali się gdy brak tego zrozumienia. Sprawiedliwość by była taką łyżką przenoszącą substancje z jednej szali na drugą. Jeśli jej nie ma, można na nią czekać. Ale jeśli zaczynam wątpić w  samo jej istnienie... Może to dlatego te mściwe religijne rojenia, bo skoro jest pamięć, a nie ma tu sprawiedliwości, to niech nadnaturalne zjawiska ją przyniosą.</p>
<p>Nie wierzę w nią, bo ludzkość jej nigdy nie wymyśliła. Nikt nie powiedział jak oddać życie ofierze. Mówi się tylko jak je odebrać winnemu. Sprawiedliwość zniszczeń.</p>
</span><div class="comment-toolbar" style="text-align: right"><a href="#comment" onclick="CF_Reply('2195','andsol'); return false;">reply</a>   <a href="#comment" onclick="CF_Quote('2195','andsol'); return false;">quote</a></div>]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: szekina</title>
		<link>http://nameste.litglog.org/2009/11/opracowywanie-przeszlosci/comment-page-1/#comment-2194</link>
		<dc:creator>szekina</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 10 Nov 2009 23:06:28 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://nameste.litglog.org/?p=449#comment-2194</guid>
		<description>Telemachu,
Tak wiem, bardzo chciałam ją przeczytać parę miesięcy temu, szukałam interentowej wersji w google i w bibliotece, do której jestem zapisana, ale niestety nie ma, znalazłam tylko odwołania, więc na razie wrzuciłam sobie w listę książek do zamówienia i tak czeka. Dobrze, że mi przypomniałeś, może szybciej kupię.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<span id="co_2194"><p>Telemachu,<br />
Tak wiem, bardzo chciałam ją przeczytać parę miesięcy temu, szukałam interentowej wersji w google i w bibliotece, do której jestem zapisana, ale niestety nie ma, znalazłam tylko odwołania, więc na razie wrzuciłam sobie w listę książek do zamówienia i tak czeka. Dobrze, że mi przypomniałeś, może szybciej kupię.</p>
</span><div class="comment-toolbar" style="text-align: right"><a href="#comment" onclick="CF_Reply('2194','szekina'); return false;">reply</a>   <a href="#comment" onclick="CF_Quote('2194','szekina'); return false;">quote</a></div>]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: telemach</title>
		<link>http://nameste.litglog.org/2009/11/opracowywanie-przeszlosci/comment-page-1/#comment-2193</link>
		<dc:creator>telemach</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 10 Nov 2009 22:41:35 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://nameste.litglog.org/?p=449#comment-2193</guid>
		<description>Szekino:

Jeśli wolisz po angielsku to poszukaj:

&quot;Inability to Mourn: Principles of Collective Behavior: Principles of Collective Behaviour&quot; 

Około roku 1967 Alexander i Margarette Mitscherlich wywołali tą książką 20-letnią dyskusję. Swoje studia przeprowadzili na ciele zachodnioniemieckiego społeczeństwa (epoka późnego Adenauera) spychającego skutecznie do podświadomości trupa w szafie do coraz głębszych pokładów podćwiadomości. I skutkom tego (kolektywnego) procesu dla zdrowia psychicznego jednostki. 

Mitscherlichowie zrobili to jako pierwsi i po niemiecku (tytuł oryginalny:  &quot;Die Unfähigkeit zu trauern. Grundlagen kollektiven Verhaltens&quot;. 

To bardzo istotna pozycja. A parallele z tym co u nas są istotnie zaskakujące.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<span id="co_2193"><p>Szekino:</p>
<p>Jeśli wolisz po angielsku to poszukaj:</p>
<p>„Inability to Mourn: Principles of Collective Behavior: Principles of Collective Behaviour” </p>
<p>Około roku 1967 Alexander i Margarette Mitscherlich wywołali tą książką 20-letnią dyskusję. Swoje studia przeprowadzili na ciele zachodnioniemieckiego społeczeństwa (epoka późnego Adenauera) spychającego skutecznie do podświadomości trupa w szafie do coraz głębszych pokładów podćwiadomości. I skutkom tego (kolektywnego) procesu dla zdrowia psychicznego jednostki. </p>
<p>Mitscherlichowie zrobili to jako pierwsi i po niemiecku (tytuł oryginalny:  „Die Unfähigkeit zu trauern. Grundlagen kollektiven Verhaltens”. </p>
<p>To bardzo istotna pozycja. A parallele z tym co u nas są istotnie zaskakujące.</p>
</span><div class="comment-toolbar" style="text-align: right"><a href="#comment" onclick="CF_Reply('2193','telemach'); return false;">reply</a>   <a href="#comment" onclick="CF_Quote('2193','telemach'); return false;">quote</a></div>]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: szekina</title>
		<link>http://nameste.litglog.org/2009/11/opracowywanie-przeszlosci/comment-page-1/#comment-2192</link>
		<dc:creator>szekina</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 10 Nov 2009 22:07:02 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://nameste.litglog.org/?p=449#comment-2192</guid>
		<description>Bardzo Ci dziękuję za ten wpis. Poszukiwanie osobistego odniesienia do historii zaczęło się dla nagle rok temu i wciąż trwa, z rozmaitym nasileniem, otwierając przestrzeń w którym myślenie łączy się z emocjami i zamykając ją. Pewnie dlatego ten blog nadal istnieje, dając na to zewnętrzną przestrzeń, choć niejednokrotnie zastawnawiałam się, czy mam na nim coś jeszcze do napisania (co pewnie jest jakąś żelazną kurtyną działającą i w moim umyśle). Ważne dla mnie jest to co napisałeś o milczących odwiedzinach, pewnie często zapominam o tym, że łączenie emocji z pisaniem o historii najpewniej może wywołać milczenie i czasem zastanawiam się po co to właściwie robię, w przestrzeni w której było tak niewiele oddzewu (dziękuję tu Tobie, Telemachu za odwiedziny). I tak, myślę, że mam taki hamulec w zjeżdżaniu w takie czeluście, jak to nazwałeś, nie myślałam o tym w ten sposób, ale rzeczywiście, mogę wchodzić w te tereny i wychodzić z nich, choć to kosztuje, ale jednocześnie coś przynosi. Jak w baśniach - coś się zostawia, coś się ze sobą zabiera.

Wydaje mi się, że częścią niedomkniętej żałoby (choć wolę tu angielskie &quot;inability to mourn&quot;) jest poczucie, że jest nie do ogranięcia, i pewnie w wypadku traumy kulturowej tak jest, choć jednak pozostają fragmenty, które można ogarnąć, lub być może ważna jest sama świadomość, że jest się w takiej właśnie sytuacji. Świadomość taka nie jest możliwa, gdy dominuje jedna wersja historyczna, lub jedna wymienna na inne. Pamiętam, że dużym odkryciem była dla mnie interpretacja Przemysława Czaplińskiego dotycząca zamieszania wokół Jana Grossa, gdzie pisał, że rozumie to co się podziało, jako rozproszenie dyskusji. Nie patrzyłam na to w ten sposób, raczej wstydziłam się (jako, że wstyd jest jedną z reakcji ściśle z polską tożsamością związanych) rozmaitych rzeczy, które się działy. A tu ktoś pisze, że bardzo dobrze, dyskusja uległa rozproszeniu, konflikt i brak spójnej wersji, utrata porozumienia jest lepsza od porozumienia osiągniętego. 

Taką potrzebę jednolitej narracji i przymus powtarzania psychodramatycznych scen rozumiem po swojemu jako polską trudnośc w zmierzeniu się ze sprzecznymi emocjami i informacjami o sobie samych, wypływającą z kruchej tożsamości, być może historycznie rozkruszonej czy osłabionej. Stąd pewnie, jak piszesz tak silna potrzeba mitosfery, u nas zestawu sztywnych i względnie stałych mitów, które jednak przez swoją sztywność nie pozwalają na wniesienie do kulturowej zbiorowej świadomości tego z w warstwie nieświadomej - chociażby właśnie odpowiedzi na traumę kulturową. Podobnie w warstwie indywidualnej - w końcu prawie każdego z nas w ten czy inny sposób przez własne doświadczenia czy nasze rodziny dotknęła wojna i to co przyszło później.

Ogromnym odkryciem jeżeli chodzi o ten temat była dla mnie książka Petera Homansa &quot;Symbolic loss: the ambiguity of mourning and memory at century&#039;s end&quot; (fragmenty dostępne na Google Books), we wprowadzeniu do której analizuje rozmaite społeczne reakcje na niedokończoną żałobę - niektóre dobrze mi znane z polskiej polityki. I pomyślałam sobie - &quot;No a jeżeli tak właśnie jest? Jeżeli różne rzeczy, które obserwuję z poczuciem, że zupełnie ich nie rozumiem mają między innymi takie wytłumaczenie?&quot;

Rozpisałam się :) temat ważny dla mnie też.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<span id="co_2192"><p>Bardzo Ci dziękuję za ten wpis. Poszukiwanie osobistego odniesienia do historii zaczęło się dla nagle rok temu i wciąż trwa, z rozmaitym nasileniem, otwierając przestrzeń w którym myślenie łączy się z emocjami i zamykając ją. Pewnie dlatego ten blog nadal istnieje, dając na to zewnętrzną przestrzeń, choć niejednokrotnie zastawnawiałam się, czy mam na nim coś jeszcze do napisania (co pewnie jest jakąś żelazną kurtyną działającą i w moim umyśle). Ważne dla mnie jest to co napisałeś o milczących odwiedzinach, pewnie często zapominam o tym, że łączenie emocji z pisaniem o historii najpewniej może wywołać milczenie i czasem zastanawiam się po co to właściwie robię, w przestrzeni w której było tak niewiele oddzewu (dziękuję tu Tobie, Telemachu za odwiedziny). I tak, myślę, że mam taki hamulec w zjeżdżaniu w takie czeluście, jak to nazwałeś, nie myślałam o tym w ten sposób, ale rzeczywiście, mogę wchodzić w te tereny i wychodzić z nich, choć to kosztuje, ale jednocześnie coś przynosi. Jak w baśniach — coś się zostawia, coś się ze sobą zabiera.</p>
<p>Wydaje mi się, że częścią niedomkniętej żałoby (choć wolę tu angielskie „inability to mourn”) jest poczucie, że jest nie do ogranięcia, i pewnie w wypadku traumy kulturowej tak jest, choć jednak pozostają fragmenty, które można ogarnąć, lub być może ważna jest sama świadomość, że jest się w takiej właśnie sytuacji. Świadomość taka nie jest możliwa, gdy dominuje jedna wersja historyczna, lub jedna wymienna na inne. Pamiętam, że dużym odkryciem była dla mnie interpretacja Przemysława Czaplińskiego dotycząca zamieszania wokół Jana Grossa, gdzie pisał, że rozumie to co się podziało, jako rozproszenie dyskusji. Nie patrzyłam na to w ten sposób, raczej wstydziłam się (jako, że wstyd jest jedną z reakcji ściśle z polską tożsamością związanych) rozmaitych rzeczy, które się działy. A tu ktoś pisze, że bardzo dobrze, dyskusja uległa rozproszeniu, konflikt i brak spójnej wersji, utrata porozumienia jest lepsza od porozumienia osiągniętego. </p>
<p>Taką potrzebę jednolitej narracji i przymus powtarzania psychodramatycznych scen rozumiem po swojemu jako polską trudnośc w zmierzeniu się ze sprzecznymi emocjami i informacjami o sobie samych, wypływającą z kruchej tożsamości, być może historycznie rozkruszonej czy osłabionej. Stąd pewnie, jak piszesz tak silna potrzeba mitosfery, u nas zestawu sztywnych i względnie stałych mitów, które jednak przez swoją sztywność nie pozwalają na wniesienie do kulturowej zbiorowej świadomości tego z w warstwie nieświadomej — chociażby właśnie odpowiedzi na traumę kulturową. Podobnie w warstwie indywidualnej — w końcu prawie każdego z nas w ten czy inny sposób przez własne doświadczenia czy nasze rodziny dotknęła wojna i to co przyszło później.</p>
<p>Ogromnym odkryciem jeżeli chodzi o ten temat była dla mnie książka Petera Homansa „Symbolic loss: the ambiguity of mourning and memory at century’s end” (fragmenty dostępne na Google Books), we wprowadzeniu do której analizuje rozmaite społeczne reakcje na niedokończoną żałobę — niektóre dobrze mi znane z polskiej polityki. I pomyślałam sobie — „No a jeżeli tak właśnie jest? Jeżeli różne rzeczy, które obserwuję z poczuciem, że zupełnie ich nie rozumiem mają między innymi takie wytłumaczenie?”</p>
<p>Rozpisałam się :) temat ważny dla mnie też.</p>
</span><div class="comment-toolbar" style="text-align: right"><a href="#comment" onclick="CF_Reply('2192','szekina'); return false;">reply</a>   <a href="#comment" onclick="CF_Quote('2192','szekina'); return false;">quote</a></div>]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: nameste</title>
		<link>http://nameste.litglog.org/2009/11/opracowywanie-przeszlosci/comment-page-1/#comment-2190</link>
		<dc:creator>nameste</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 10 Nov 2009 18:31:28 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://nameste.litglog.org/?p=449#comment-2190</guid>
		<description>&lt;b&gt;telemach&lt;/b&gt;:
&lt;blockquote&gt;dziwne&lt;/blockquote&gt;
Moja czterostopniowa panoramka zjawiska skonstruowana jest na zasadzie &lt;i&gt;zoom-in&lt;/i&gt;, coraz bliżej osoby i jej osobistych &lt;b&gt;emocji&lt;/b&gt;. Terminu &lt;b&gt;trauma&lt;/b&gt; użyłem z wahaniem. Bo jest mocny. 

Owszem, „trauma opracowywania przeszłości” ma komponenty nostalgiczne, fantazmatyczne, te pozostające na poziomie „gry wyobraźni”. Ale się do nich nie redukuje. W moim doświadczeniu, którego przykłady podałem, jest też nieusuwalny element bezpośredniego osobistego i emocjonalnego zaangażowania. No i myślę, że wobec &lt;b&gt;nieodwołalnej&lt;/b&gt; straty nie ma innej postawy niż &lt;b&gt;permanentna&lt;/b&gt; niezgoda; tak, to jątrzy, jest jątrzeniem.

Stąd, po namyśle, zdecydowałem się na słowo „trauma”. Zawierające również te silne emocje, jakie wymieniasz (wściekłość, gniew, bezsilność, żal). 

Co do uwagi o mitosferze, myślę, że jest obojętne, czy to fenomen naturalny (nie), czy kulturowy (tak), czy wreszcie mieszany (także: bo wydaje się, że mechanizm jest uniwersalny i konieczny, choć obiekty przygodne). Mnie na plan pierwszy wysuwa się psychodrama, bo w tych kategoriach klarowniej wyrażają się role, odgrywane przez &lt;i&gt;subwersywnych cwaniaczków&lt;/i&gt; (ale przecież nie tylko przez nich) – np. reżyserskie. Znaczy, psychodramy odgrywane (uruchamiane, podsycane) nad mitosferą mają swoich aktorów; nie są bezludne.

PS A temat poruszyła &lt;b&gt;szekina&lt;/b&gt;.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<span id="co_2190"><p><b>telemach</b>:</p>
<blockquote><p>dziwne</p></blockquote>
<p>Moja czterostopniowa panoramka zjawiska skonstruowana jest na zasadzie <i>zoom-in</i>, coraz bliżej osoby i jej osobistych <b>emocji</b>. Terminu <b>trauma</b> użyłem z wahaniem. Bo jest mocny. </p>
<p>Owszem, „trauma opracowywania przeszłości” ma komponenty nostalgiczne, fantazmatyczne, te pozostające na poziomie „gry wyobraźni”. Ale się do nich nie redukuje. W moim doświadczeniu, którego przykłady podałem, jest też nieusuwalny element bezpośredniego osobistego i emocjonalnego zaangażowania. No i myślę, że wobec <b>nieodwołalnej</b> straty nie ma innej postawy niż <b>permanentna</b> niezgoda; tak, to jątrzy, jest jątrzeniem.</p>
<p>Stąd, po namyśle, zdecydowałem się na słowo „trauma”. Zawierające również te silne emocje, jakie wymieniasz (wściekłość, gniew, bezsilność, żal). </p>
<p>Co do uwagi o mitosferze, myślę, że jest obojętne, czy to fenomen naturalny (nie), czy kulturowy (tak), czy wreszcie mieszany (także: bo wydaje się, że mechanizm jest uniwersalny i konieczny, choć obiekty przygodne). Mnie na plan pierwszy wysuwa się psychodrama, bo w tych kategoriach klarowniej wyrażają się role, odgrywane przez <i>subwersywnych cwaniaczków</i> (ale przecież nie tylko przez nich) – np. reżyserskie. Znaczy, psychodramy odgrywane (uruchamiane, podsycane) nad mitosferą mają swoich aktorów; nie są bezludne.</p>
<p>PS A temat poruszyła <b>szekina</b>.</p>
</span><div class="comment-toolbar" style="text-align: right"><a href="#comment" onclick="CF_Reply('2190','nameste'); return false;">reply</a>   <a href="#comment" onclick="CF_Quote('2190','nameste'); return false;">quote</a></div>]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: telemach</title>
		<link>http://nameste.litglog.org/2009/11/opracowywanie-przeszlosci/comment-page-1/#comment-2189</link>
		<dc:creator>telemach</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 10 Nov 2009 17:11:52 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://nameste.litglog.org/?p=449#comment-2189</guid>
		<description>dziwne. to co  (z)identyfikowałeś jako traumę - ja pojmowałem jako źródło (bezsilnej?) wściekłości. Gniewu zmieszanego z żalem - ale gniew przeważa. Nie jest to może szczególnie konstruktywne, permanentna niezgoda nie może być, ale z drugiej strony czasem napędza. I nakazuje  obracać pamięć w celu niezbędnych korekt kolektywnych złudzeń. Bo mitosfera nie jest fenomenem natury, ona jest (jak sądzę) wypadkową subwersji cwaniaczków, zgody na dominację myślenia życzeniowego w samopostrzeganiu i jakże powszechnego zaniechania. Trzeba obracać. 

Trudny temat poruszyłeś. Dla mnie ważny.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<span id="co_2189"><p>dziwne. to co  (z)identyfikowałeś jako traumę — ja pojmowałem jako źródło (bezsilnej?) wściekłości. Gniewu zmieszanego z żalem — ale gniew przeważa. Nie jest to może szczególnie konstruktywne, permanentna niezgoda nie może być, ale z drugiej strony czasem napędza. I nakazuje  obracać pamięć w celu niezbędnych korekt kolektywnych złudzeń. Bo mitosfera nie jest fenomenem natury, ona jest (jak sądzę) wypadkową subwersji cwaniaczków, zgody na dominację myślenia życzeniowego w samopostrzeganiu i jakże powszechnego zaniechania. Trzeba obracać. </p>
<p>Trudny temat poruszyłeś. Dla mnie ważny.</p>
</span><div class="comment-toolbar" style="text-align: right"><a href="#comment" onclick="CF_Reply('2189','telemach'); return false;">reply</a>   <a href="#comment" onclick="CF_Quote('2189','telemach'); return false;">quote</a></div>]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>
